Blog > Komentarze do wpisu
Muzyka jak magnes [The Magnetic Fields]

Z wielką przyjemnością przedstawiam Wam zespół The Magnetic Fields. Odkryłem go w jakimś 2000 roku na niezapomnianym telewizyjnym kanale muzycznym Viva2, w którymś z późnonocnych programów.

Pierwsze skrzypce w zespole gra Stephin Merrit. Pisze piosenki, jest producentem, śpiewa i gra. A gra chyba na wszystkim, może jedynie właśnie poza metaforycznymi skrzypcami. Dzielnie wspiera go, grając na perkusji, pianinie, śpiewając i managerując grupie, koleżanka z czasów licealnych, Claudia Gonson. Style jakie krytycy przypisali Magnetic Fields to synth pop, indie pop, lo-fi, indie electronic i alternative pop-rock, ale wiadomo, że żadna nazwa stylu nie odda w pełni tego, co w muzyce danej grupy jest esensją, co sprawia, że jakiś zespół uwielbiamy.

Z zespołem tym kojarzy mi się słowo „fenomenalni”. Fenomenem jest na przykład używać tak różnych instrumentów, a jednak tworzyć muzykę spójną, zawsze charakterystyczną, zawsze mającą to swoje „coś”. Fenomenem jest też pisać piosenki prawie wyłącznie o miłości, a jednak nienudząco, niebanalnie, inteligentnie i z humorem.

Właśnie miłości poświęcone jest bez wątpienia największe dzieło Magnetic Fields, wydany w 1999 roku trzypłytowy album „69 Love Songs”. Składa się on faktycznie z trzech płyt i zawiera rzeczywiście 69 piosenek, a każda jest o miłości. Miłości we wszystkich aspektach – od czysto fizycznego (ciekawe skąd taki tytuł albumu...) aż po wznioślejsze, jak w piosence „Let's Pretend We're Bunny Rabitts” (żartuję).

Do posłuchania: „Chicken With Its Head Cut Off", „I Don’t Believe You”, “100 000 Fireflies”.

poniedziałek, 17 września 2007, chigliack

Polecane wpisy

  • Gorączka

    Jestem chory i mam gorączkę. Mógłbym śmiało śpiewać, za pewną znaną amerykańską piosenkarką, "Don't you wish your girlfriend was hot like me". Naprawdę nie wiem

  • Lekcja religii (hinduskiej)

    Był kiedyś taki zespół Kula Shaker. Był, a nawet jest, gdyż, jak to z zespołami bywa, reaktywował się w 2004 roku. Wtedy jednak, kiedy był za pierwszym razem (1

  • Zaskoczenia kontrolowane

    Od bardzo dawna nie miałem żadnego przenośnego odtwarzacza muzyki. Ostatni jaki miałem, był odtwarzaczem płyt CD, tzw. discmanem. Aż nie chce się wierzyć, że ci