Blog > Komentarze do wpisu
Gdy futbol wraca do domu - The Lightning Seeds

Ciągle mocno niezrozumiałe dla mnie jest, dlaczego, pomimo tego, że tak uwielbiam brytyjską muzykę, nigdy nie lubiłem angielskiej piłki nożnej. Nigdy nie kibicuję Anglikom i zawsze bardzo się cieszę, gdy odpadają z turniejów mistrzostw Europy czy świata. Tak samo jest teraz, kiedy angielska drużyna piłkarska ma poważne kłopoty w swojej grupie eliminacyjnej i na mistrzostwa może w ogóle nie pojechać. Skrycie życzę im, by nie awansowali :)

Gdybym miał wskazać jedną rzecz, która w angielskiej piłce mi się podoba, to byliby to kibice. Jest w angielskim kibicowaniu jakaś piękna duma, jakaś szlachetność. Tak jakby mieli w podświadomości, że to właśnie z ich kraju pochodzi nowożytna piłka nożna. Żaden hymn nie brzmi tak podniośle i dumnie jak śpiewany przez kibiców hymn angielski. O angielskim kibicowaniu opowiada piosenka zespołu The Lighning Seeds - "Three Lions", napisana z okazji organizowanych przez Anglików mistrzostw Europy w 1996 roku. Poza warstwą czysto muzyczną (ech, te złote lata britpopu), kapitalne są też słowa, a wers thirty years of hurt never stopped me dreaming wyraża wręcz istotę kibicowania w ogóle, nie tylko angielskiego.

A sam zespół? Założony w 1989 roku przez Iana Broudie jest w dużej mierze jego osobistym projektem. Brodie miał już wówczas 31 lat i był mężczyzną po - muzycznych - przejściach. Dowiódł tym samym, że na założenie nowego zespołu i granie dobrej muzyki nigdy nie jest za późno.

'Pure' (1989)
'Three Lions' (1996)

 

niedziela, 21 października 2007, chigliack

Polecane wpisy

  • Gorączka

    Jestem chory i mam gorączkę. Mógłbym śmiało śpiewać, za pewną znaną amerykańską piosenkarką, "Don't you wish your girlfriend was hot like me". Naprawdę nie wiem

  • Lekcja religii (hinduskiej)

    Był kiedyś taki zespół Kula Shaker. Był, a nawet jest, gdyż, jak to z zespołami bywa, reaktywował się w 2004 roku. Wtedy jednak, kiedy był za pierwszym razem (1

  • Zaskoczenia kontrolowane

    Od bardzo dawna nie miałem żadnego przenośnego odtwarzacza muzyki. Ostatni jaki miałem, był odtwarzaczem płyt CD, tzw. discmanem. Aż nie chce się wierzyć, że ci