Blog > Komentarze do wpisu
Piękna historia, pozornie zwyczajna -- Gra pozorów

Rafała poznałem na rozmowie kwalifikacyjnej. Był kandydatem do pracy w naszej firmie, podczas gdy ja rekrutowałem. Gdy okazało się, że gra alternatywną muzykę i dodatkowo zna mojego melodyjnego bloga, proces decyzyjny  związany z zatrudnieniem znacząco się ułatwił, skrócił, a tak naprawdę dobiegł do końca. Przez prawie trzy lata pracowałem z człowiekiem podzielającym w wielkim stopniu moje sympatie muzyczne; co więcej - człowiekiem nie tylko, jak ja, muzyki wyłącznie słuchającym, piszącym czasem o niej i coś tam tylko brzdąkającym, a rzeczywiście muzykę tworzącym, grającym w zespole. I to nie byle jakim.

Nazywa się ów zespół Gra pozorów i tylko pozornie podobny jest do wielu innych, młodych polskich grup grających alernatywnego rocka. Choćby wspomniany Rafał, gitarzysta. Czy wielu gitarzystom zdarza się zostawić swoją gitarę w podmiejskim pociągu, a później ją cudem odnaleźć? Przygoda ta to jedna z wielu, jakie poznałem, kibicując przez te trzy lata Rafałowi i Grze pozorów. Dzięki nim dowiedziałem się, jak wygląda funkcjonowanie młodej, nieznanej grupy rockowej od kuchni, jak czasem proza życia (np. sesja egzaminacyjna) zapobiega artystycznym dokonaniom. I że chyba trzeba naprawdę zajebiście lubić (napisałbym "kochać", ale jakoś mniej rockowo) to, co się robi, by efekty owej prozy życia zniwelować.

Wtedy artystyczne dokonania przyjdą same. Każdy kolejny koncert, zwłaszcza każdy kolejny lepszy koncert, wzmianki w mediach (najpierw lokalne gazety, a ostatnio "Machina", no i dziś Melodyjnie:), nagranie w studio im. Agnieszki Osieckiej, wydany singiel... Z coraz większym zaskoczeniem obserwowałem, jak ten niepozorny, nomen omen, Rafał i jego Gra pozorów stale idą do przodu. Że coraz bardziej oddalają się od statusu jedno czy nawet parosezonowej, lokalnej kapeli jakich wiele, która rozpadła się, bo członkowie pozakładali rodziny albo poszli do wojska, a coraz bardziej zbliżają się do statusu - nie wiem, czy to dobre słowo, ale niech tam - gwiazdy.

To, co stało się w zeszły czwartek wieczorem, chyba już nawet nie było tak do końca zaskoczeniem. Piliśmy z Rafałem piwo, gdy otrzymał wiadomość od słuchającej właśnie "Trójki" siostry, że Gra pozorów zagra na tegorocznym Open'erze! Do końca wieczoru uśmiech nie schodził z jego twarzy. Gdy dołączyło do nas kolejnych dwoje członków zespołu, radości było jeszcze więcej. Jakoś wzruszyło mnie, że cieszyli się także z tego, iż dzięki zaproszeniu na Open'era jako wykonawca nie będą musieli płacić za wstęp (ponieważ i tak mieli jechać - jako publiczność).

Jaki jest morał tej pięknej historii? Wbrew pozorom - bardzo praktyczny i już od jakiegoś czasu przeze mnie stosowany. Przyjmując kogoś do pracy, zawsze patrz na hobby.

Gra pozorów - Last Journey (2010)

 


niedziela, 13 czerwca 2010, chigliack
Tagi: gra pozorów

Polecane wpisy

  • Ye, ye, Yeti

    Trafił ostatnio do mnie taki oto dowcip: Siedzą dwa Yeti przy jaskini, podśpiewują sobie. Nagle starszy z nich milknie. - Wkurwiają mnie już te stare śpiewki -

  • Sto lat, Królu Bobie

    Ale to długo było. Ponad trzy miesiące. Było jeszcze zimno i biało. Czy na kolejny wpis, drogi Czytelniku przyjdzie Ci czekać kolejne trzy miesiące? Nie wiem, b

  • Przyzwoici celebryci 3 - Kabaret Starszych Panów

    A moi kolejni wybrańcy to Kabaret Starszych Panów. Są bez wątpienia celebrytami, nawet współczesnymi, bo co i rusz ktoś adaptuje ich genialne piosenki. Bardzo d

Komentarze
Gość: PC, *.chello.pl
2010/06/19 06:37:41
Budująca historia, świetna muza.
Również trzymam kciuki za GP
pzdr