czwartek, 26 lutego 2009
Za chwilę dalszy ciąg bloga

A póki co piosenka.

 

 
Slowdive - Shine (1991)
 
 
 
środa, 18 lutego 2009
Latanie

Przyjdzie mi niedługo lecieć samolotem. Nie mam z tym większych problemów, ale jak najbardziej rozumiem ludzi (w tym jednego mojego znajomego), którzy nigdy nie wsiedliby do samolotu, a jeśli by wsiedli, to mogliby już nie wysiąść tacy sami. Może w strachu przed lataniem odzywa się jakiś głębszy, metafizyczny lęk? Lęk człowieka, któremu w sposób naturalny nie dane było latać. Jeśli o mnie chodzi, to bardziej od lotu boję się procedur lotniskowych, w tym zwłaszcza kontroli osobistej. Lęk człowieka, u którego podczas jego pierwszej w życiu kontroli osobistej na lotnisku znaleziono gaz...

Wśród moich przepastnych piosenkowych zbiorów całkiem ładnie o lataniu śpiewa Tom Petty. Jego piosenka mówi m.in. o najtrudniejszym elemencie pilotażu, czyli o lądowaniu ("Coming down is the hardest thing"), oraz o nieubłaganych prawach fizyki ("What goes up, must come down"), sprawiających, że każdy samolot - w ten czy inny sposób - w końcu znajdzie się na ziemii.

 



Tom Petty - Learning To Fly (1991)

 

 

niedziela, 15 lutego 2009
Wątek londyński

Jako że zbliża się moja kilkudniowa wycieczka do Londynu, może by tak zespół z tego słynnego miasta pokazać? Mam na myśli The Clientele. Właściwie, kiedyś tu już ich prezentowałem, ale pewnej pięknej piosenki nie zaszkodzi jeszcze raz posłuchać. Słuchanie pięknych piosenek generalnie nie szkodzi.

Dobry filmik zrobiony przez jakiegoś amerykańskiego studenta na zajęcia z Recorded Image. Skromny Amerykanin (cóż za oksymoron) tak pisze o swej pracy: "Przypuszczam, że film nie ma nic wspólnego ze słowami piosenki. To, co mają wspólnego to długość. Musiałem wybrać piosenkę krótką, bo nie mieliśmy wiele czasu na skończenie projektu". Komentujący film internauci, podobnie jak ja, są mniej powściągliwi w ocenie dzieła. Jeden na przykład napisał: "Oh my God! This video, you... are fucking brilliant". Co oznacza mniej więcej "O rany, twój film jest zniewalająco dobry!"

 

 
The Clientele - 6am Morningside (2000)
 
 
 
wtorek, 10 lutego 2009
Jaśniej

Zastanawialiście się kiedyś, jak by to było, gdyby na świecie istniała tylko jedna piosenka? Tylko jedna melodia? Ja do minionego czwartku nie, chociaż już wcześniej wielokrotnie miałem tzw. fazę na słuchanie jednej piosenki kilkanaście, a może i więcej, razy pod rząd. Tego to czwartku, wieczorem, wyszedłem z dość ważnego i stresującego spotkania i postanowiłem, że drogę do domu miło będzie spędzić przy dźwiękach tylko jednej piosenki: "Brighter Now" zespołu Razorcuts. Rzadko kiedy zapowiedź miłej rzeczy okazuje się tak prawdziwa jak w przypadku zapowiedzi słuchania dobrej muzyki. Wiesz, że będzie pięknie - i jest. 

Wbrew dość ostro brzmiącej nazwie zespołu, piosenka łagodna. I jakby na czasie - wszak dni coraz (tak, tak) dłuższe i coraz więcej słońca, coraz jaśniej będzie.

 

 
Razorcuts - Brighter Now (1988)
 
 
 
czwartek, 05 lutego 2009
Słodkie dźwięki klęski

Od dzieciństwa chciałem zostać piłkarzem, trochę później myślałem o byciu rock'n'rollowcem. Nie zostałem ani jednym ani drugim, choć – pragmatycznie, finansowo dziś patrząc – nie były to głupie pomysły. W kwestii piłkarskiej do dziś nie poddałem się. Choć nie udało mi się zostać piłkarzem, postanowiłem zostać przynajmniej niby-piłkarzem. Zapisałem się do zespołu grającego w amatorskiej lidze halowej. Mamy cotygodniowe mecze, ligową tabelę, stroje, tablicę z wynikami, sędziego... Nie ma tylko zwycięstw. Przegrywamy mecz za meczem, niektóre rekordowo wysoko, ale – jako niby-piłkarz – staram godzić się z tym.

Wracałem ostatnio wieczorem po kolejnym sromotnie przegranym meczu, odpaliłem mojego pojemnego jak tir iPoda, zaczął grać Coldplay i dotarło do mnie, że w tamtej chwili, chwili zmęczenia i klęski, nie mogły wybrzmieć dźwięki lepsze, bardziej kojące. Pomyślałem wręcz, że głos Chrisa Martina jak żaden inny nadaje się na moment uświadomienia sobie klęski i pogodzenia się z losem. Moment rezygnacji, wytchnienia, odpoczynku, dania sobie spokoju. Wówczas, w sobotę wieczorem, w mym iPodzie poleciało to. 

 
Coldplay - What If (2005)