niedziela, 30 listopada 2008
Ptak górnolotny

Tygodniowa przerwa we wpisach na Melodyjnie wyniknęła z faktu bronienia przeze mnie w czwartek doktoratu. Obroniłem się i w naukowej hierarchii już nie trzy a dwie literki przed nazwiskiem mym dumnie załopoczą. Po obronie profesorowie, na czele z promotorem, życzyli dalszej owocnej drogi, kolejnych naukowych osiągnięć, gdy tymczasem ja myślałem "takiego wała!". Przynajmniej na najbliższe kilka miesięcy naukowe, socjologiczne książki odstawiam na ostatnie, najbardziej zakurzone półki.

Zamierzam polenić się, poobijać. Chcę przejść grę komputerową Cywilizacja IV, chcę poczytać jakąś literaturę piękną (po raz n-ty może być to Hrabal), chcę mieć czas na pobrzdąkanie na gitarze, chcę grać w piłkę, chcę pisać bloga, chodzić na basen, rozmawiać ze znajomymi... Po czterech latach pracy zrobiłem, co miałem zrobić. Chcę poczuć, jak to jest mieć w pełni wolny czas. Jakkolwiek górnolotnie może to zabrzmieć, chcę poczuć się wolny jak ptak. Górnolotny.


The Beatles - Free As A Bird (1977-1995)


niedziela, 23 listopada 2008
Elektryczne sny

Chciałbym się z Wami podzielić jedną z pięknych piosenek z gatunku odzyskanych, tzn. takich, które gdzieś kiedyś usłyszałem, wpadły mi mocno w ucho, a potem dopiero jakiś czas zajęło mi odnalezienie ich i cieszenie się nimi. Odnajdywanie usłyszanych gdzieś piosenek polega u mnie głównie na internetowym wyszukiwaniu w oparciu o wysłyszany tekst piosenki. Z tą piosenką aż tak trudno nie było. Słowa "We'll always be together" są dość łatwo wychwytywalne, ale też popularne. Z pomocą przyszły słowa "electric dreams", które tamtego dnia wyraźnie doprecyzowały wyszukiwanie i doprowadziły do tytułu i wykonawcy piosenki.

Kompozytorem i wykonawcą (wespół z Giorgio Moroderem) jest lider zespołu The Human League, Philip Oakey. Piosenka uświetniła wcale nie świetny ponoć, pochodzący z 1984 roku film "Electric Dreams". Soundtrack do tego filmu był jednym z pierwszych w owych czasach pomysłów na biznesowe zużytkowanie muzyki z filmu (oczywiście poprzez jej sprzedaż). Słowa piosenki, jak i sam film, lekko kiczowate. Dostrzegłem jednak w nich inne możliwe znaczenie ponad to opisujące kolejną "wielką" hollywoodzką miłość. Piosenka może być z powodzeniem hymnem wydziałów elektrycznych na politechnikach lub hymnem osób wykonujących ów pożyteczny zawód elektryka.

We'll always be together, however far it seems
We'll always be together, together in electric dreams

 

 
P. Oakey, G. Moroder - Together in Electric Dreams (1984)
 
 
 
środa, 19 listopada 2008
Rozmarzenie

Dziś polska reprezentacja piłkarska rozegra towarzyski mecz z drużyną Irlandii. Towarzyski to nie aż tak ważny jak "o punkty", niemniej dla tak zwanego odreagowania każdy mecz jest dobry. Im jestem starszy tym częściej próbuję zgłębiać, analizować, co takiego jest w tej piłce, że jej się poddaję. Przecież zamiast oglądania meczu mógłbym zrobić ze 100 innych, dużo bardziej rozwijających czy ubogacających rzeczy, niż wkurwianie się przed telewizorem, patrząc na biegających za piłką facetów. Wydaje mi się, że gdzieś tę opowiedź mam, czy raczej przeczuwam.

Mój ulubiony irlandzki zespół to The Thrills. Pochodzą nawet z Dublina, czyli miasta, w którym dziś odbędzie się mecz. Grają inaczej niż piłkarska reprezentacja z ich ojczyzny: finezyjnie raczej niż siłowo. Jest w ich muzyce jakieś trafiające do mnie rozmarzenie, które w fizycznej piłce wyspiarskiej nie ma prawa istnienia. Oby nie była dziś rozmarzona polska obrona i bramkarz. Napastnicy mają być finezyjni jak najbardziej.

 

 
The Thrills - One Horse Town (2003)
 
 
 
niedziela, 16 listopada 2008
Król i królowa

Wśród wielu wydarzeń, które miały miejsce w historii dnia 16. listopada, angielska Wikipedia wymienia - i to na drugim miejscu - wydarzenie dotyczące naszej ojczyzny. W roku 1384, w tymże dniu, koronowana na Króla Polski została Jadwiga Andegaweńska. Właśnie na króla, a nie królową, gdyż tytuł miał podkreślać, iż jest ona niepodzielnym monarchą, a nie tylko jakąś tam żoną króla. Co ciekawe, miała wówczas tylko 10 lat! Gdy ja miałem 10 lat, to królowałem co najwyżej ludzikom z niezapomnianych klocków Lego. Nie przekonuje mnie nawet to, że, jak pisze Jan Długosz, "wszystko co mówiła lub czyniła znamionowało sędziwego wieku powagę", bo i ja - o ile pamiętam - podobne przymioty jako dziesięciolatek wykazywałem.

Była Jadwiga królem, ale z czasem także i królową w sensie "żoną króla", albowiem mając 12 lat poślubiła Władysława Jagiełłę (który został tym samym królem Polski). Byli zgodną, dobraną parą i to pomimo tego, że ich małżeństwo było w dużej mierze zaaranżowane przez siły polityczne ("panów krakowskich"). A może właśnie dlatego? Nie bez znaczenia było też doświadczenie i wiek Jagiełły. Poślubiając Jadwigę, miał 24 lata, co przy jej 12 było czynnikiem stabilizującym małżeństwo niebagatelnym. Podobno lubił grywać jej na lutni różne tkliwe, dziecięce można by rzecz, melodie, jak tę, której cover kilka wieków potem nagrali Mercury Rev.

 

 
Mercury Rev - You're My Queen (2001)
 
 
 
piątek, 14 listopada 2008
Przyjdź soboto

The Pains Of Being Pure At Heart

Są młodzi, ładni i zdolni, więc po im jeszcze jakakolwiek promocja? Mają od tego internet i chyba całkiem przyzwoicie sobie radzą. Zaprosiłem ich do znajomych na MySpace i przez cały weekend z niecierpliwością będę sprawdzał pocztę. Niech tylko spróbują nie zaakceptować zaproszenia - wylecą z Melodyjnie z wielkim hukiem.

Skoro już przy MySpace. Z pewnością niektórzy z Was, serfując po owym serwisie i trafiając czasem na znakomite piosenki, odczuwali nieodpartą chęć zgrania sobie tej piosenki(ek) na dysk twardy. Chciałbym podzielić się z Wami zupełnie bezpłatną i legalną poradą praktyczną, jak to zrobić. Pomoże strona www.file2hd.com. W sposób prosty i z czystym sumieniem - a im więcej mamy lat, tym na sumieniu może nam bardziej zależeć; a może mniej? sam nie wiem - powiększamy zasoby pięknej muzyki na swoim komputerze.

Piosenka "Come Saturday" zespołu The Pains Of Being Pure At Heart wydaje się wyrażać powszechną współczesnym pracującym ludziom tęsknotę za weekendem. Nic z tych rzeczy. Podmiot liryczny po prostu z dziewczyną chciałby się zobaczyć.

 

 
The Pains Of Being Pure At Heart - Come Saturday (2008)
 
 
 
niedziela, 09 listopada 2008
Dzwonek

Z dużą rezerwą traktuję wszelkie nowinki techniczne, zwłaszcza gadżety, które zamiast ułatwiać życie, w istocie pozostają gadżetami tylko, pełniącymi funkcję zabawki, czasem demonstratora statusu. Dlatego rzadko zmieniam telefony komórkowe. Mój pierwszy telefon miałem jakieś pięć lat, przy czym ostatnie dwa to już był stan (jego, na szczęście) agonalny, z dużym trudem przychodziło mi porozumiewanie się za jego pośrednictwem, nie lubiłem, gdy do mnie dzwoniono i sam nie lubiłem dzwonić do innych.

W czasach owego nieśmietelnego, a jednak śmiertelnego aparatu, marzyłem czasem o jakimś efektownym dzwonku. Jeśli cokolwiek powodowało moją zazdrość w stosunku do posiadaczy nowych, bardziej tzw. wypasionych aparatów, to była to ich możliwość ustawienia sobie jako dzwonka swojej ulubionej piosenki, akordu czy frazy. Od kilku tygodni ja, dystansujący się od wszelkiego gadżeciarstwa, asceta nowych technologii, mam całkiem niezłe cacko. Nie jest ono bezpośrednim następcą tamtego starego aparatu pewnej niemieckobrzmiącej firmy, gdyż w międzyczasie, przez prawie dwa lata, miałem jeszcze telefon z ojczyzny św. Mikołaja, ale i on nie miał możliwości ustawienia sobie jako dzwonka ulubionej piosenki.

Teraz mogę wreszcie mogę to mieć. Jaką piosenkę wybrałem? Całe szczęście, że nie musiałem wybierać ulubionej, jednej gdyż takiej na pewno nie mam. W wyborze piosenki z pomocą przyszły mi konieczności funkcjonalne - wiadomo, że dzwonek już od samego początku musi być donośny, dynamiczny i dobrze słyszalny - co ograniczyło wybór. Właściwie od dłuższego czasu miałem jedną faworytkę. Zaczyna się energicznie, miło dzwoniącym (!) pianinkiem. Wreszcie cieszę się na dźwięk dzwoniącego telefonu, wreszcie chcę, by do mnie dzwoniono. Tak bardzo, że - by słyszeć piosenkę jak najdłużej - nigdy nie odbieram telefonu (żartuję).

Supergrass - Alright (1995)

 

środa, 05 listopada 2008
Zespół z kraju lat dziecinnych Baracka Obamy

Świat dowiedział się dziś, kto zostanie nowym prezydentem Stanów Zjednoczonych. Pomimo dość podupadłej ostatnio pozycji tego kraju, to kwestia ciągle dość dla świata istotna. Istotna też dla muzyki melodyjnej, gdyż, jak widać, wiele zespołów, które pojawiły i jeszcze pojawią się tu, pochodzi właśnie z kraju, który wybrał Baracka Obamę. Co oznacza wybór Obamy dla muzyki melodyjnej w Stanach? Myślę, że powinno być dobrze.

Poczułem się w obowiązku dowiedzieć co nieco o historii życia głowy państwa ze stolicą w Waszyngtonie. Trochę wędrował po świecie, czym - ze względu na podobieństwo - zyskuje moją sympatię. Ciekawe, że od 6. do 10. roku życia mieszkał w Indonezji, w Dżakarcie, tam chodził do szkoły i ponoć nawet do dziś dość dobrze mówi w języku tego egzotycznego, wyspiarskiego kraju. Swoją drogą, podoba mi się dewiza Indonezji, "Bhinneka Tunggal lka" (W różnorodności siła).

Trafiłem kiedyś na zespół muzyczny z Indonezji. Chłopaki (i dziewczyna - w różnorodności siła) grają twee pop i oczywiście zamierzają podbić świat.

 

 
Annmarie - Wonder Boy (2006)
 
 
 
niedziela, 02 listopada 2008
Lekcja religii (hinduskiej)

Był kiedyś taki zespół Kula Shaker. Był, a nawet jest, gdyż, jak to z zespołami bywa, reaktywował się w 2004 roku. Wtedy jednak, kiedy był za pierwszym razem (1995-1999), podobał się publiczności dużo bardziej niż aktualnie. Tak też z zespołami bywa najczęściej. Zespół Kula Shaker podobał się i mi. Do dziś pamiętam drogę do i ze szkoły w Kielcach, pokonywaną często przy akompaniamencie Crispiana Millsa i kolegów, akompaniamencie dobiegającym z walkmena, w którym kręciła się jeszcze wówczas kaseta magnetofonowa. Idę Ściegiennego, Seminaryjską, wreszcie Śniadeckich, by tam już, z racji na nieuniknioną bliskość mojego liceum, przygotowywać się na rozstanie z muzyką.

"Tattva" to według mnie największe dzieło Kula Shaker. W terminologii sanskrytu, czyli języka dawnych Indii, słowo "tattva" oznacza tyle co naczelną zasadę, rzeczywistość, prawdę. To także, a może przede wszystkim, jakiś aspekt bóstwa. Jako wychowanemu w wierze katolickiej i pod przemożnym wpływem jej wizji świata, trudno mi pojąć, a tym bardziej wyjaśnić niuanse hinduizmu i tego, o czym tak naprawdę śpiewa Mills (sam zafascynowany hinduizmem). Wierzę jednak, że śpiewa o rzeczach dobrych, pozytywnych i przynoszących pokój wszystkim ludziom oraz światu.

 

 
Kula Shaker - Tattva (1996)