niedziela, 29 listopada 2009
Wniebowzięcie z Yo La Tengo

Miałem być w tym tygodniu na Yo La Tengo. Nie byłem. Czemu? Czemu nie pojechałem na koncert jednego z moich ulubionych zespołów, który grał w Polsce chyba po raz pierwszy, a kto wie, może i ostatni? Odpowiedź złożona i tak na prawdę sam nie wiem. Może dlatego, że to środa, może dlatego, że listopad... Ciekawi mnie, czy zagrali to. Jeśli tak, jestem pewien, że byłbym wniebowzięty. Jeśli nie, cóż, zawsze mogę posłuchać sobie teraz. I choć do wniebowzięcia może daleko, jest miło.

Yo La Tengo - Nowhere Near (1993)

 


17:54, chigliack
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 23 listopada 2009
O gustach się dyskutuje

Rozmawiałem w weekend w Lublinie z jednym z czytelników mojego melodyjnego bloga, a zarazem jednym z moich "najlepszych kolegów" (bardzo podoba mi się to określenie - z piosenki "Spalam się" Kazika). Czytelnik to wprawdzie "niedawny", ale zdradzający oznaki wierności, więc rzecz, którą powiedział, biorę serio. A powiedział, że czuje się onieśmielony niektórymi moimi wpisami, zwłaszcza tymi, gdzie krytykuję czy naigrywam się z niewyszukanych styli/gustów muzycznych, gdyż czuje on, że to w jakiś sposób także do niego jest adresowane.

Ma prawo Marek czuć się niepewnie i to nie ze swojej winy. Tkwi w nim pewnie jeszcze owo wysnute przeze mnie wespół z moją siostrą kilka lat temu przypuszczenie, że pewnie nie kojarzy on piosenki "Black Hole Sun" zespołu Soundgarden... Zaiste, nieuprawnionym i niegodnym ono było. Marku, do dziś nam przykro i jeśli nie wybaczysz, Święta najbliższe smutnymi dla nas będą.

A czy mój gust wyszukany? Pytanie filozoficzne zgoła, ale chyba nie. Lubię rzeczy proste i gdy przysłuchuję się mojemu wspaniałemu odkryciu ostatnich tygodni, zespołowi Bubblegum Lemonade, tym prościutkim melodyjkom... to nie wydaje mi się. A gdy dodatkowo wspomnę Beatę Bartelik, której piosenka "Sen na pogodne dni", zwłaszcza w jednym momencie, przy słowach "sen jaki przyszło mi teraz śnić", autentycznie (piszę bez ironii) chwyta moje muzyczne, melodyjne serce, to wtedy zupełnie nie wydaje mi się, bym gustem odbiegał od statystycznego fana. (A może to okoliczności poznania piosenki mają tu wpływ decydujący? ;)

Beata Bartelik - Sen na pogodne dni (1987)

 


22:10, chigliack
Link Komentarze (2) »
niedziela, 15 listopada 2009
Trwaj.fm

Tym, czym dla poznawania nowych zespołów i cieszenia się ich muzyką w dzieciństwie było MTV (założenie klablówki na naszym kołobrzeskim osiedlu "Ogrody" było wydarzeniem równie epokowym jak instalacja telefonów, czy kupno przez rodziców odtwarzacza VHS); tym, czym w latach licealnych sklepy z kasetami, a podczas studiów kanał VIVA Zwei, a jeszcze później internet... Tym dzisiaj jest Last.fm. W ostatnim roku odkryłem dzięki tej aplikacji-serwisowi społecznościowemu więcej świetnych, wpasowujących się w mój gust muzyczny zespołów niż podczas ostatnich może czterech lat. Rzecz to na pewno nie idealna, bo nie można idealnie dopasować komuś czegoś tak subiektywnego, jak lubiane zespoły muzyczne. Mimo to, w mojej muzycznej biografii Last.fm śmiało uznaję za wynalazek epokowy.

Od jakiegoś czasu wynalazek, niestety, płatny. Bardziej od samego faktu wprowadzenia opłat (obecnie jakieś 3 USD za miesiąc) wkurzyło to, że płacić mieli użytkownicy tylko z niektórych - i to wcale nie najzamożniejszych - krajów, w tym z Polski. Nie pomogły petycje i groźby (ja np. groziłem skasowaniem całego internetu, zawsze tym grożę w napiętych sytuacjach internetowych) - trzeba płacić. W tym miesiącu słucham Last.fm dzięki prezentowi od dziewczyny (użytkownicy Last.fm mogą wykupować sobie nawzajem dostęp). Słucham sobie m.in. po stylach muzycznych, w ostatnich dniach kluczem jest "jangle pop". Czekam, aż ktoś na jakiejś imprezie spyta mnie, jakiej muzyki słucham... "Dżangl popu" - odpowiem.

Zgodnie ze stylistyką owego nurtu komponuje i gra zespół Bubblegum Lemonade. (Jednak było coś w stwierdzeniu mojego kolegi ze studiów Tomka, że moje zespoły mają fajne nazwy). Jakiś recenzent reklamuje muzykę pochodzącej z Glasgow grupy w te słowy: "The Byrds spotykają The Velvet Underground, a dołączają do nich Jesus and Marry Chain". Może i tak. Mi tam się muzyka Bubblegum Lemonade po prostu zajebiście podoba.


Bubblegum Lemonade - I'll Never Be Yours (2008)

Zespół na MySpace (Polecam piosenkę The Tomorrow People, tak naprawdę to dzięki niej zwróciłem na nich uwagę)
Zespół na Last.fm
Zespół na Melodyjnie.blox.pl


22:37, chigliack
Link Komentarze (2) »
wtorek, 10 listopada 2009
Filozoficzny ogień

Spłonął niedawno w Warszawie klub Jadłodajnia Filozoficzna, jeden z tych, w których grały (na żywo lub z urządzeń) fajne zespoły, a słuchali ich dobrzy ludzie. Nie wiem, czy spłonął całkowicie, czy też ogień choć trochę okiełznanym został, ale akcja zbierania pieniędzy na odbudowę klubu każe wierzyć, że stanie kiedyś nowa Jadłodajnia, a w niej te same (a nawet lepsze) zespoły i nie mniej dobrzy ludzie. Skoro Jadłodajnia Filozoficzna, i skoro ogień, warto powiedzieć, że tym starożytnym filozofem, który za arche (tj. zasadę, przyczynę) wszelkiego bytu miał ogień, był Heraklit .

I ja spędziłem kiedyś miły wieczór w Jadłodajni Filozoficznej, przy świetnej muzyce i z takmiż ludźmi. Rzadko w klubach szukam DJ-a, by spytać go o puszczane zespoły. Prawdę mówiąc, zdarzyło się to raz, właśnie wtedy. Na początku nieufny (może myślał, że policja), DJ podał mi swój e-mail, a ja po kilku dniach wysłałem wiadomość z pytaniem o nazwy zespołów. Odpisał. Pamiętam, że robił koszmarne błędy ortograficzne. Wśród zespołów był ten, z piosenką, którą ze słyszenia znałem, ale gdyby nie Jadłodajnia Filozoficzna, zespołu być może nigdy bym nie poznał. Życzę ci, Jadłodajnio, szybkiej odbudowy, a w przyszłości ognia tylko w granych piosenkach.


Space - Avenging Angels (1997)

 


20:12, chigliack
Link Komentarze (2) »
niedziela, 01 listopada 2009
Nieprzystawalność

Najprawdopodobniej wybiorę się na koncert. I to poza Warszawą. I to w środku tygodnia. To już naprawdę coś. To już musi przyjechać do Polski... Yo La Tengo. Z żywych oni i niewielu więcej.

Przypomniałem sobie, co pisałem o Yo La Tengo w maju 2008. Że nie podarowałbym maturzyście, który wymieniając 5 największych zespołów indie rock, nie wymieniłby drużyny Iry Kaplana. Dziś może nie byłbym tak srogi, może tylko dałbym "3". A co powiedzieć o wielu moich znajomych, słuchających tzw. normalnej muzyki, którym nazwa Yo La Tengo nie mówi nic? Gdy mówię im nazwę i obserwuję reakcję, uświadamiam sobie, że ludzkie światy - w tym te muzyczne - są nieprzystawalne.

Jak tytuł poniższej piosenki (bo już nie sam tekst) to dominujących aktualnie za oknem sił pogodowych.


Yo La Tengo - The Summer (1990)

 


22:06, chigliack
Link Dodaj komentarz »