niedziela, 28 grudnia 2008
Walkman, czyli o tym, jak nasi dziadkowie muzyki słuchali

To oto urządzenie spełniło ważną rolę w moim rozwoju muzycznym w latach 1999-2003, albowiem to z niego przeważnie płynęła muzyka, której w tamtych latach słuchałem. Przedmiot ten nazywa się walkman i dokładnie taki model marki Panasonic nabyłem w 1999 roku, a znalazłem niedawno w jednej z dawno nieodsuwanych do końca szuflad, przy okazji robienia przedświątecznych porządków. Kosztował, o ile pamiętam, 240 zł. Tak gigantyczną jak na mój tamtejszy wiek kwotę mogłem mieć tylko po osiemnastce. Warto przynajmniej raz w życiu skończyć osiemnaście lat.

Walkman odtwarzał tylko kasety i to tylko jedną na raz. Nie miał nowatorskiej w tamtym okresie rozwoju techniki funkcji automatycznego odtwarzania drugiej strony kasety, przez co konieczne było wyciąganie kasety po przesłuchaniu pierwszej strony, tzw. strony A. Miał mój kochany walkman za to radio (pełnił więc funkcję radiomagnetofonu) z możliwością zaprogramowania aż dwudziestu stacji. Miał także wmocnione basy, funkcję "hold" oraz możliwość odtwarzania - wedle życzenia - w mono bądź w stereo.

Zajrzałem na Allegro, walkman kosztuje dziś ok. 1.50 zł (tyle w tamtym momencie wylicytowano najwięcej, cena wywoławcza: 1 zł). Zafrasowałem się nad bezwartościowością mojego niezłego niegdyś cacka, jednocześnie jednak miłą była dla mnie myśl o tym, jak tracą wartość pożądane przez nas materialne przedmioty. Inaczej niż muzyka zespołu Beachwood Sparks. Słuchałem jej na tym walkmanie, na kasetach, w jakimś 2002 roku i nic a nic nie straciła ze swego melodyjnego piękna.

 

 
Beachwood Sparks - You Take The Gold (2001)
 
 
 
wtorek, 23 grudnia 2008

To niesamowite, ale tę piosenkę McCartneya, ja - fan Beatelsów - odkryłem niedawno, nie dalej niż tydzień temu. Być może gdzieś kiedyś ją słyszałem. Platon powiedziałby pewnie, że słyszałem ją w innym lepszym świecie idei, a tu mam zaledwie jej zarys, wyobrażenie, posmak. Co ciekawe, każdy z byłych Beatelsów na swojej solowej drodze nagrywał piosenki o Świętach, choć wcześniej, jako zespół, niczego podobnego nie nagrali.

Dużo bardziej od poniższej znana świąteczna piosenka sir McCartneya to "Wonderful Christmas Time". Jest miła, pogodna i pewnie dlatego bardziej lubią ją stacje radiowe. W "Once Upon A Long Ago" jest pewna doza melancholii, a ta zdecydowanie mniej sprzyja (także tej przedświątecznej) sprzedaży. Zwłaszcza refren, w połączeniu z tymi zimowymi, animowanymi obrazkami dzieciństwa budzi we mnie jakąś nieokreśloną, mocną nostalgię. O nie, to nie na przedświąteczne zakupy, już widzę te tłumy w centrach handlowych podczas refrenu przystające w zadumie.

Radosnych!

 

 
Paul McCartney - Once Upon A Long Ago (1987)
 
 
 
niedziela, 21 grudnia 2008
Przedświątecznie z lisami

Zespół Pogodno okazał się być dużo starszy niż myślałem, za to zespół Fleet Foxes jest już na pewno młody i co do tego nie ma wątpliwości. Pierwszy singiel to 2006 rok, a pierwsza płyta ("Fleet Foxes") to rok obecny, 2008. Łączy za to Fleet Foxes z Pogodno umiejscowienie geograficzne ich rodzinnych miast - i Szczecin i Seattle na północnozachodnich krańcach swych krajów leżą. Robin Pecknold i Skyler Skjelset poznali się w szkole średniej. Zauważam, że szkoła średnia to chyba najlepszy czas na poznanie osób o podobnych muzycznych fascynacjach i założenie zespołu. Potem jest już i z jednym i z drugim trudniej. Na samym końcu pozostaje tylko pisanie bloga.

Piosenka "He Doesn't Know Why" pięknie pasuje do klimatu tych przedświątecznych dni. Jest (dla mnie przynajmniej) w jakiś sposób podniosła, a do tego teledysk, zrealizowany wśród kóz, w jakiejś szopie, którą bez obrazoburczej fantazji możemy wyobrazić sobie jako betlejemską. Ponadto, jest w piosence wers "My brother, you were born". No i te harmonijne, anielskie chórki. Ale o kim w takim razie mówi tytuł? O Herodzie, jak nic.

Fleet Foxes - He Doesn't Know Why (2008)

 

 

środa, 17 grudnia 2008
Pogodnie

Zespół "Pogodno" ma już dwanaście lat. A wydawało mi się, że mają ze cztery. Właściwie od zawsze wydawało mi się, że są młodzi, może przez tę wesołą i młodą nazwę. Zaczerpnęli ją od nazwy jednej z dzielnic Szczecina, skąd pochodzi trzon składu zespołu. Brawa za taką nazwę  dla dzielnicy, szkoda, że tak mało dzielnic ma pozytywne nazwy. W moich rodzinnych Kielcach tradycje miłych, pogodnych nazw dzielnie kontynuuje osiedle o nazwie "Słoneczne wzgórze".

Piosenka "Alinka" (znów nie pozytywna nazwa) jest tak krótka, że czystej muzyki, bez dodatków na początku i końcu, ma minutę i trzydzieści dziewięć sekund. To niewiele, nawet jak na moje mocno wyśrubowane standardy (w tradycji beatelsowskiej wszystko co dłuższe niż 2:30 jest już długim, rozbudowanym utworem). Ale ma ta piosenka absolutnie wszystko, co potrzeba. Kapitalny kawałek, z wielkim polotem i muzyczną inteligencją, jaka w twórczości nad Wisłą zdarza się mniej więcej z częstotliwością wyborów prezydenckich. Wpada w ucho niczym kawa do jajecznicy.

 

 
Pogodno - Alinka (2007)
 
 
 
niedziela, 14 grudnia 2008
Pop znów panoszy się

Jeśli spojrzeć, które z moich ostatnich wpisów wywołały największy odzew wśród internautów, to były to wpisy o... Papa Dance i The Human League, czyli zespołach z pogranicza disco. Cóż, nie po raz pierwszy sprawdza się reguła, że do odbiorcy masowego jest w stanie trafić jedynie stosunkowo najmniej wyrafinowana rozrywka. Wychodząc naprzeciw masowemu zapotrzebowaniu, dziś na Melodyjnie ponownie piosenka lekka, łatwa i przyjemna.

Mówiąc zaś poważnie, muzyka, dobra muzyka, nie znosi podziałów na komercyjne i niekomercyjne, ambitne i niewyszukane, popowe i rockowe. Po raz pierwszy zacząłem się nad tym poważniej zastanawiać, gdy usłyszałem kiedyś "Hit Me Baby One More Time" w wykonaniu Travis, piosenkę dotychczas znaną dzięki Britney Spears. Popowy gniot nagle stał się świetną piosenką. Uświadomiłem sobie, że każdy kawałek ma potencjał hitu, a w każdym razie nie każdy zasługuje na drwinę tylko dlatego, że śpiewa go piosenkarz popowy. Nie forma ważna, a treść. Nie instrumenty, a melodia i harmonia. Gitara nic jeszcze nie gwarantuje. Syntezator, przynajmniej w punkcie startu, ma takie same szanse.

 

 
Matthew Wilder - Break My Stride (1984)
 
 
 
środa, 10 grudnia 2008
Wizje rozwoju cywilizacji

Pisałem poniżej o rozczarowaniu grą Cywilizacja IV. Otóż na dzień dzisiejszy rzeczy mają się ciut inaczej. Niełatwo mnie zniechęcić, dlatego też, z całą świadomością ułomności komputerowych rozrywek, postanowiłem jednak pograć w tę grę, a nawet przejść ją. Dla tych, którzy nie mają pojęcia, co to jest: to tzw. gra strategiczna i polega na budowaniu własnej cywilizacji. Budowanie i rozwijanie obejmuje szereg aspektów (technologiczny, ekonomiczny, polityczny, kulturowy, militarny, dyplomatyczny itp.) oraz oczywiście rywalizację z innymi, czasem przyjaznymi a czasem wręcz przeciwnie, cywilizacjami. Gram - kimże by innym - Anglikami i przyjąłem, póki co sprawdzającą się, strategię rozwoju ekonomicznego oraz pokojowego współegzystowania z innymi narodami. Jest XVIII i jak dotąd żadnej wojny, nie zginął żaden człowiek! Realizuję utopię, ale czyż nie należy mierzyć wysoko?

Zupełnie inaczej, jeśli chodzi o rozwój cywilizacji, sprawy wyglądają w teledysku poniżej. Pokazana jest tu ciemna strona rozwoju cywilizacyjnego oraz - szerzej - jakiejkolwiek ewolucji. To proces, w którym, według autorów, zawsze są przegrani, a historia człowieka to nieustające pasmo przemocy, okrucieństwa i śmierci. Piosenka pochodzi z jednej z dwóch moich ulubionych płyt zespołu Pearl Jam, "Yield". Ta druga płyta to "No Code". Ciekawe, że nikt lub mało kto ze znanych mi osób-fanów Pearl Jam, nie wymienia "No Code" wśród swoich ulubionych płyt (najczęściej wymieniają "Ten", której ja jakoś nie lubię). Gdy się nad tym zastanawiam, zawsze dochodzę do wniosku, że "No Code" jest najbardziej melodyjna.

 

 
Pearl Jam - Do The Evolution (1998)
 
 
 
niedziela, 07 grudnia 2008
8.12

Jutro, 8. grudnia, rocznica śmierci Johna Lennona. Dwudziesta ósma. Dość mocno wiążę początek grudnia ze śmiercią pierwszego Beatelsa. To chyba dlatego, że kilka lat temu, też na początku grudnia, nie wiedząc jeszcze, że to o tej porze roku zginął Lennon, słuchałem sobie przez kilka wieczorów długiego wywiadu, jakiego udzielił wraz z małżonką jakiemuś dziennikarzowi w Nowym Jorku. Niewiele wówczas z wywiadu zrozumiałem, ale słychać było nietuzinkowe poczucie humoru i charyzmę. Oboje z Yoko Ono wydawali się szczęśliwi, pełni mocy i planów. Dopiero z czasem odkryłem, że data nagrania to 8. grudnia 1980...

Jako że główne dzieła Lennona wszyscy pewnie znają, zamieszczam dzieło mniej znane, a też piękne. Śpiewane w dodatku przez Yoko Ono, która zaśpiewała tu wyjątkowo (sic!) miło dla ucha.

 

 
John Lennon & Yoko Ono - Remember Love (1968)
 
 
 
środa, 03 grudnia 2008
Dysiluzje

Jak obiecałem, tak zrobiłem, a raczej planowałem zrobić (planowałem przejść grę Cywilizacja IV). Kupiłem grę, zainstalowałem na komputerze, uruchomiłem i... doznałem dysiluzji, że tak pochodzącym z angielskiego neologizmem to wyrażę. Albo wydoroślałem jakoś przez te dziesięć lat, odkąd grałem w Cywilizację I czy II, albo coś nie tak z tymi współczesnymi grami komputerowymi. Problemem jest chyba obecna przez cały czas świadomość, że to wszystko sztuczne, wręcz absurdalne. Z każdym schematycznym ruchem komputera, z każdą sytuacją, w której jestem ograniczony przez liczbę dostępnych opcji, mam poczucie, że nie warto tracić na to czas.

Nie wiem, jakiej dysiluzji doznał w poniższym teledysku Damon Gough. Pewnie myślał, że być taksówką-człowiekiem jest łatwo i przyjemnie. O nie.

 

 
Badly Drawn Boy - Disillusion (2000)