sobota, 29 marca 2008
Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o żółwiach z Galapagos

Wielki a nieistniejący już zespół Beachwood Sparks, w swej niedługiej karierze zdołał wydać dwie płyty i jedną tak zwaną "EP-kę". Produkcja ta, zatytułowana "Make the Cowboy Robots Cry", wydana została w 2002 roku i jest dla mnie małym, niespełna 30-minutowym, arcydziełem gatunku alternative country. Jak sugeruje już sam tytuł, nastrój piosenek głęboko melancholijny. Co nie oznacza, że przesłuchanie płyty dołuje. Nic z tych rzeczy. Ja przynajmniej mam tak, że muzyka świetna, nawet jeśli smutna, nie wywołuje we mnie smutku, jeśli już, to raczej tę jego odmianę pozytywną, budującą. Płyta "Make the Cowboy Robots Cry" to podróż do krainy samotności, zapomnienia i melancholii. Podróż jednak z biletem powrotnym, a utwór "Galapagos" to już ten moment albumu, w którym wracamy.

Piosenka zrodziła się prawdopodobnie z fascynacji podmiotu lirycznego wędrownym trybem życia morskich żółwi, a może też i żalu wynikłego z niemal zupełnego wyginięcia odmiany tego gatunku na wyspach Galapagos.

 

 
Beachwood Sparks - Galapagos (2002)
 
 
 
środa, 26 marca 2008
Taki James z Londynu

James Blackshaw

Bodaj pierwszy opisywany tu zespół/wykonawca, którego poznałem na jednym z zaprzyjaźnionych melodyjnych blogów, a konkretnie na blogu z muzyką jak najbardziej potrzebną. Wniosek: uszy warto mieć otwarte zawsze, a już serfując po zaprzyjaźnionych blogach, słuch należy mieć wytężony wybitnie. A będąc na Melodyjnie, pozostaje tylko chłonąć:)

James Blackshaw przyszedł na świat w owym słynnym roku 1981. Ma więc 27 lat, mieszka w Londynie i - nie zgadniecie - gra na gitarze. Upodobał sobie ten instrument w wersji 12-strunowej, z wielką korzyścią dla muzyki. Słychać, że facet wyrósł na dobrych zespołach. W wywiadzie wspomina wprawdzie, że rodzice słuchali Stones'ów, ale chyba się pomylił - to musieli być Beatelsi;) Niesamowite, że człowiek plus gitara (tylko i aż) mogą wydobyć brzmienie tak głębokie i pełne. Napisałbym jeszcze "klimatyczne", ale że jakoś nie lubię tego słowa na opis muzyki, napiszę "tajemnicze". Do tego wielka wyobraźnia muzyczna i nietuzinkowe połączenia akordów. Słyszeliście kiedyś o młodym, zachodnim gitarzyście inspirującym się m.in. polskim kompozytorem muzyki poważnej Henrykiem Mikołajem Góreckim? Zadziwiające.

Zadziwiające, ale i budujące - to, że gdzieś na świecie rówieśnik robi takie rzeczy.

 

 
James Blackshaw - River of Heaven (2005) + krótki wywiad
 
 
niedziela, 23 marca 2008
Wielkanocna piosenka o... psie

Rzeczą nieodmiennie kojarzoną ze Świętami Wielkiej Nocy jest jajko. Z tego też powodu zasadnym wydaje się puszczenie w to świąteczne popołudnie piosenki zespołu zawierającego w swej nazwie jajko, zespołu Eggstone. Tym bardziej, że to grupa szwedzka, a że ostatnio byłem w sklepie Ikea, to i wpisem tym oddam hołd szwedzkiej myśli meblowej.

Posiada Eggstone w swym repertuarze piosenki lepiej tytułami pasujące do Wielkanocy. Ma bowiem miłą piosenkę "Water", która świetnie synchronizowałaby się z lanym poniedziałkiem, ale na YouTubie jest tylko minutowa jej wersja, więc lipa. Jest też piosenka "Birds in Cages", co też jakoś harmonizuje z jajkiem i stołem świątecznym, ale trochę smęcą w niej chłopaki.

Będzie zatem piosenka o psie. Tylko co ma wspólnego pies z Wielkanocą? Hmmm. O, już mam! Jeśli Chrystus, poprzez zmartwychwstanie, odkupił człowieka, a pies to najlepszy przyjaciel człowieka, to - przynajmniej częściowo - Chrystus odkupił też... psa.

 

Eggstone - The Dog (1994)

 

piątek, 21 marca 2008
Wielki zespół w Wielki Piątek

Nirvana

Cóż jeszcze można napisać o Nirvanie? Nowego niewiele, więc powtórzę to, co kiedyś przeczytałem w jednej książce: nikt, tak udanie jak Nirvana, nie połączył melodyjności i chwytliwości popu z twardością i szorstkością rocka. W pełni się zgadzam. Jeśli ktoś (tu: Kurt Cobain) fascynował się z jednej strony REM, Beatelsami, Velvet Underground i the Who, a z drugiej the Pixies, Sonic Youth i Black Sabbath, musiało wyjść coś innego niż dotąd. I faktycznie wyszło. Dlatego dzieje muzyki alternatywnej można podzielić na "do Nirvany" i "po Nirvanie". Muzyka alternatywna, wcześniej naprawdę niszowa, ograniczona do malutkich wytwórni a w sklepach do jednej półki gdzieś na tyłach, od lat 90-tych, w dużej mierze za sprawą Nirvany i kultowego "Nevermind", wypłynęła na szerokie wody, zdobyła masową publiczność, ze wszystkimi tego pozytywnymi i negatywnymi skutkami.

Swego czasu, na studiach, pisząc pracę z mikrostruktur socjologicznych, analizowałem społeczny background Cobaina. Nie za dobre dzieciństwo i młodość miał nasz Kurt. Rozbita rodzina na początku, a pistolet na końcu - trochę jak u Johna Lennona.

A dlaczego Nirvana na Melodyjnie akurat dziś? Cóż, Wielki Piątek, to i wielki zespół gościmy.

Nirvana - They Hung Him On A Cross (1989) (oryg. by Leadbelly)
wtorek, 18 marca 2008
Zdrowe odżywianie

Pisałem kiedyś o niedzieli jako o dniu, któremu poświęcono najwięcej piosenek. Blog Melodyjnie generalnie ujmuje się za słabszymi, dlatego dziś parę słów o jedzeniu. Czy ktoś potrafi wyjaśnić, dlaczego jedzeniu poświęcono tak mało piosenek, skoro jest to jedna z najważniejszych ludzkich czynności? Dlaczego co druga (albo nawet więcej!) piosenka jest o miłości, skoro - gdyby się uparł - można się bez niej obyć, a bez jedzenia nie?

Melodyjnie to także blog edukacyjny i prozdrowotny, dlatego zdradzi, co zrobić, by jedzenie naprawdę służyło zdrowiu. Otóż, służę tu radą Saadi z Szirazu, poety perskiego z XIIIw.: "Najlepszy sposób zachowania zdrowia - nie jeść, gdy się nie chce i przestać jeść, gdy jeszcze jest chęć do jedzenia". Sprawdzili ten sposób członkowie znakomitego zespołu BMX Bandits. Skutek: ciągle chodzą głodni.

 

 
BMX Bandits - I'm Still Hungry (2006)
 
 
 
piątek, 14 marca 2008
Jaskiniowcy z dozą łagodności

The Troggs

Nazwa zespołu The Troggs jest skrótem od słowa "troglodytes", czyli "troglodyci", inaczej jaskiniowcy. Jaskiniowcy w powszechnym wyobrażeniu nie byli zbyt subtelni, byli prości, twardzi i brutalni. Czy taka też jest muzyka The Troggs? Częściowo. Ich bodaj najsłynniejszy hit to Wild Thing, piosenka mocna, energetyczna, pełna nieskrępowanej siły. Napisana w 1966 roku, a więc w roku największego triumfu angielskiej piłki nożnej (mistrzostwo świata), stąd może jej potęga i moc.

Ale mają też The Troggs oblicze mniej "jaskiniowe", bardziej ciepłe i stonowane. Są autorami piosenki Love Is All Around (1967), która na świecie znana jest głównie - tak mi się przynajmniej wydaje - w wykonaniu Szkotów z Wet Wet Wet z roku 1994. Piosenkę tę znałem od dawna i wyłącznie wykonywaną przez Wet Wet Wet, toteż zdziwienie me, w chwili usłyszenia oryginału, było wielkie. Płynie stąd szersza nauka, by niczego nie być pewnym i zawsze być przygotowanym na - także metafizycznie pojęte - nieznane.

A oryginał The Troggs, co tu dużo mówić, o wiele lepszy. Jeszcze raz przekonuję się, że jestem muzycznym konserwatystą.

 

 
The Troggs - Love Is All Around (1967)
 
 
wtorek, 11 marca 2008
Kto kocha słońce?

Idzie wiosna, cieplej za oknem, ptaki głośniej śpiewają, niektóre nawet specjalnie do nas na tę okazję z południowych krajów przylecą, no i słońca więcej, coraz więcej. Myli się jednak ten, kto sądzi, że każdy jednakowo i zawsze cieszy się słońcem. Wprawdzie generalnie istoty ludzkie i chyba wszelkie istoty żywe radują się, gdy świeci ("Słońce - wielka, żółta pigułka przepisana przez niebiańskich psychiatrów" - Ota Pavel), ale czasem radują się mniej. Wtedy na przykład, gdy - jak w jednej piosence - ktoś złamał im serce. Wtedy może nie pomóc ani słońce, ani nic.

Who loves the sun
Who cares that makes plants grow
Who cares what it does
Since you broke my heart

 

 
The Velvet Undergound - Who Loves The Sun (1970)
 
 
 
sobota, 08 marca 2008
Relaks przy PRL

PRL

Mało, bardzo mało polskich zespołów gościło na Melodyjnie i nie bardzo się zapowiada, by zagościło ich dużo więcej. Dlatego wielką estymą darzę te, które jakoś przebiły się przez zasieki mojego zachodniego, anglosaskiego gustu. Po Myslovitz, Kevin Arnold i Yaninie, dziś zespół o najbardziej polskiej z nich wszystkich nazwie - PRL.

Pamiętam, że odkryłem ich któregoś późnego wieczoru w 1996 roku w programie "Muzyczna Jedynka". Puszczono tam teledysk do "Traciłem czas" i chyba lepiej trafić we mnie nie mogli, gdyż energiczne gitary i chwytliwa melodia w tamtych czasach w zupełności wystarczały, bym następnego (albo i tego samego) dnia leciał do sklepu. Do dziś nie zmieniło się to tak bardzo. Od 1996 roku w moim muzycznym rozwoju dokonały się rewolucje, minęły całe epoki, a "Traciłem czas" nadal podoba mi się bardzo, jakby (nomen omen) czas nie dotknął jej zupełnie. Szkoda, że zespół PRL istniał sporo krócej niż np. właściwa PRL. Gdyby było inaczej, takich pereł jak "Traciłem czas" byłoby z pewnością więcej.

Nic to. Cieszmy się tym, co jest (muzyka zespołu PRL) i czego nie ma (czasy PRL). Czasy, które na poniższym "filmie" pozwoliłem sobie przypomnieć. Chociaż butów Relaksów trochę jednak szkoda...

 

 
PRL - Traciłem czas (1996)
 
 
wtorek, 04 marca 2008
Dziwne sprawy z percepcją muzyki

Z percepcją muzyki jest czasem dziwnie. Mnie na przykład zawsze zaskakuje, gdy spostrzegam, że melodia, którą od jakiegoś czasu sobie (na głos lub w myślach) nucę, która po prostu wpadła mi do głowy, jest jakoś związana z tym, co wcześniej robiłem, co pomyślałem, co się wydarzyło. Na przykład, gdy (nie daj Boże:) pokłócę się z dziewczyną, to być może potem - jakby samoistnie - wleci mi do głowy piosenka "Wytrąciłaś mnie z równowagi" Elektrycznych Gitar. To dość proste skojarzenie. Kilka razy jednak złapałem się na tak dalekim, abstrakcyjnym, a jednak sensownym skojarzeniu pomiędzy nucącą mi się w głowie piosenką, a tym, co się wcześniej wydarzyło, że poważniej się nad tym wszystkim zastanowiłem.

Nie zawsze bowiem jesteśmy świadomi tego, jak muzyka wnika w nas. Kiedyś, dawno temu, w czasach liceum, napisałem piosenkę. Była buntownicza, melodyjna, agresywna i w ogóle uważałem ją za świetną. Czułem jednak jakoś, że nie jest moja, że jej refren chyba gdzieś już kiedyś słyszałem. I dopiero kilka lat potem, gdy kupiłem sobie płytę "In In For The Money" zespołu Supergrass i usłyszałem piosenkę "Sun Hits The Sky", dotarło do mnie, skąd ta melodia we mnie - wydawałoby się od zawsze - była. Refren piosenki Supergrass miał dokładnie taką samą melodię, jak refren mojej wspaniałej, buntowniczej piosenki z czasów liceum. Po prostu musiałem ją gdzieś wcześniej usłyszeć. A może to Supergrass usłyszał ją ode mnie? Do dziś nie wiem.

 

 
Supergrass - Sun Hits The Sky (1997)
 
 
 
01:14, chigliack
Link Komentarze (1) »
sobota, 01 marca 2008
Grupa kolarska

The Delgados

Grupą kolarską są Delgados z conajmniej dwóch powodów, w tym jednego bardzo ważnego. Już bowiem nazwa grupy nawiązuje do postaci kolarza Pedro Delgado, zwycięzcy Tour De France z 1988 roku. Sam nie wiem, czym ów Hiszpan zaskarbił sobie sympatię członków szkockiego zespołu. Był przecież jednym z pierwszych słynnych kolarzy złapanych na dopingu. Bardziej utytułowanym i nieskazitelnie "czystym" kolarzem był - też Hiszpan - Miguel Indurain, żywa legenda kolarstwa. Nazwa The Indurains byłaby, moim zdaniem, również bardzo fajna. Drugi powód "kolarskości" The Delgados to nazwa ich drugiego albumu "Peloton", co po naszemu oznacza "peleton", a więc główną grupę jadących razem kolarzy.

Już stricte muzyczną ciekawostką dotyczącą Delgados jest to, że - zamiast, jak to bywa na początku kariery, pukać do drzwi którejś z licznych firm fongraficznych w UK - założyli swoją własną wytwórnię, Chemikal Underground. Mi, jako zawsze z dystansem patrzącemu na wielki biznes, taka inicjatywa całkiem się podoba.

Delgados do swojej mety dojechali w 2005 roku.

The Delgados - American Trilogy (2000)