poniedziałek, 26 kwietnia 2010
Lot-nie

Nie wiem, czy i jak niedawna katastrofa lotnicza pod Smoleńskiem wpłynie na polską scenę polityczną. Nie wiem, na ile trwałym i pamiętanym wydarzenie to  będzie w dziejach Polski i w świadomości zbiorowej naszego społeczeństwa. Za to wiem, że teraz na pewno jeszcze bardziej będę bał się latać samolotem. Już dotychczas nie było z tym u mnie rewelacyjnie. Nie wiem, czy bardziej czy mniej od statystycznego pasażera, ale odczuwam lęk podczas podniebnych podróży, zwłaszcza przy startach i lądowaniach. Pochlebiam sobie, że są tacy, którzy do samolotu w ogóle by nie wsiedli. Taki mój kolega Horacy, który nie raz wykazał się odwagą na ciemnych ulicach warszawskiej Woli, który jeździ na rolkach iście kaskadersko - do samolotu, sam przyznaje, nie dałby się zaciągnąć.

Od długiego już czasu z lataniem mocno skojarzona jest u mnie piosenka Tomma Petty'ego pt. "Learning To Fly". Pewnie i ma ona jakieś ukryte, głębsze znaczenia (patrz ciekawy teledysk), ale ja interpretuję ją bardzo dosłownie - latanie jako fizyczny proceses wznoszenia się, w którym najtrudniejsze jest ponowne znalezienie się na ziemii ("coming down is the hardest thing"). Słowa "what goes up, must come down", jakkolwiek jakoś stoicko mądre, do tego by się bać nic już nie muszą dodawać... 28. maja o 6:00 rano, kiedy to następny raz będę odrywał się od ziemii, na pocieszenie pomyślę sobie, że mój kolega Horacy nie zaszedł nawet tu.


Tom Petty - Learning To Fly (1991)

 


Tagi: Tom Petty
22:15, chigliack
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 05 kwietnia 2010
Medytacje miejskiego akordeonisty

Wyjazdy do rodzinnego domu są dla mnie okazją, by pograć na instrumencie muzycznym, na którym nauczyłem się grać na samym początku, zanim nauczyłem się grać na pianinie i na gitarze. Na instrumencie, który w mojej rodzinie, bliżej i dalszej, jest instrumentem numer jeden. Na instrumencie, któremu poświęciłem kluczowe lata swojego dzieciństwa, przez co po latach nie zostałem reprezentantem Polski w piłce nożnej, a nasza reprezentacja nie może zaistnieć w światowej piłce.

To akordeon. Nie ma dla mnie instrumentu budzącego bardziej ambiwalentne uczucia. Na pewno mam do niego wielki sentyment. Jednocześnie uważam, że akordeon jest jednym z najbardziej niedocenionych instrumentów. Kojarzy się, w jakimś stopniu słusznie, z graniem "do kotleta" na weselach. Ma pecha, że jest przenośny. Każdy półgłuchy grajek może go wziąć do ludzi i wydobywać dźwięki. Na weselach, na ulicy, w tramwajach. Ostatnio słyszałem w tramwaju gościa, który wygrywał melodie, wszystkie grając na jednym akordzie w basach! Pianina by tak łatwo ze sobą nie zabrał.

Mam nadzieję, że postrzeganie akordeonu w społeczeństwie zmieni się choć trochę po zwycięstwie tego akordeonisty w ostatniej edycji "Mam talent". Bo że w świecie grunge'u akordeon już dawno zyskał miano instrumentu kultowego, to wiadomo.

Nirvana - Jesus Don't Want Me For A Sunbeam (1993)

 


22:22, chigliack
Link Komentarze (1) »