niedziela, 28 czerwca 2009
Jazz

Jak na rodzeństwo, zadziwiająco mało mam ze swoją siostrą wspólnych muzycznych obszarów. Choć oboje jesteśmy uzdolnieni muzycznie, nasze muzyczne drogi poszły w zupełnie innych kierunkach. Siostra porusza się w obrębie jednego, wielkiego obszaru, w którego rejony ja nie zapuszczam się niemal wcale. Obszarem tym jest jazz.

Mało w jazzie lubię. To muzyka oparta na zupełnie innej niż moja (muzycznej) filozofii. Generalnie, jako do wyznawcy melodyjności, ciężko trafić do mnie z czymkolwiek, czego nie da się - choćby we fragmentach - zanucić. Z kolei, jako wielbiący w muzyce harmonię, nie lubię wirtuozyjnych, indywidualnych popisów, solówek, improwizacji, etc. Czasem myślę, że być może moja oporność na jazz wynika z tego, iż nie odebrałem (jak moja siostra) aż tak gruntownego wykształcenia muzycznego, swą muzyczną edukację tylko na podstawówce kończąc. Może stąd gust mój mniej wyrafinowany (jeśli jazz, z grubsza rzecz biorąc, uznać za muzykę wyrafinowaną, choć pofilozofowałbym na ten temat), stąd podobają mi się czasem rzeczy, które jazzmani i nie tylko jazzmani uznaliby za straszny kicz (np. Papa Dance).

Jest jednak jazzowy utwór, który spodobał mi się wielce i od razu, kiedy tylko usłyszałem go po raz pierwszy w filmie Woody'ego Allena pt. "Klątwa skorpiona" (polecam). Dlaczego mi się podoba? Po prostu, ma wspaniały, wpadający w ucho motyw przewodni, który da się zanucić. Tu du tu ru, tu du tu ru, tu ru ru ru ru ru ru ru ru.

Harry James - Flatbush Flanagan (1945)

 


piątek, 19 czerwca 2009
Kazanie z BBC

"Muzyka zabiera nas w inne miejsca, ponieważ jest fenomenem wysoce asocjacyjnym. Kiedy słyszę Cata Stevensa śpiewającego "Morning Has Broken", jedna połowa mnie jest w wiosce Bunessan, na wyspie Mull, gdzie melodia została po raz pierwszy spisana, a druga połowa w Dalston Market w Londynie, gdzie kupiłem album "Teaser And The Firecat" za 75 pensów w 1972 roku (...)

Muzyka jest sztuką najbliższą wierze, gdyż, inaczej niż literatura czy malarstwo, nie bierze swej istoty ze znanego nam świata. Przychodzi ona - melodia, harmonia, rytm - spoza. Nabiera jednak mocy, gdy, grana czy śpiewana w naszej obecności, przywodzi na myśl konkretne miejsce, czas i ludzi. Nie jest dobrem konsumpcyjnym. To zakopany skarb, który, gdy się nim cieszyć, jest zapowiedzią nieba".

Rev John Bell, w audycji "Thought for the Day", BBC Radio 4, 12. czerwca 2009. (Tu cały skrypt).

A ja tylko dodam, że jeśli ksiądz, opisując muzykę, na pierwszych dwóch miejscach wymienia melodię i harmonię, to znaczy, że tak jest.

Cat Stevens - Morning Has Broken (Live, 1973)

 


niedziela, 07 czerwca 2009
Współlokatorzy

W tych dniach poszukuję współlokatorów do mieszkania. Kłopot z tym o tyle, że mieszkanie, choć pięknie i w dogodnym miejscu położone, nie zachwyca standardem. Zaryzykowałbym tezę, że ostatni jego remont przypadł na czas, kiedy istnieli jeszcze Beatelsi. Nie mam wielkich wymagań co do potencjalnych sąsiadów zza ściany. Jeśli tylko, mówiąc językiem filozofii prawa, wolnością swą nie naruszą granic mych praw, będzie świetnie i stworzymy harmonijne, domowe ognisko.

Z nostalgią wspominam moich dawnych współlokatorów, Justynę i Marka, z którymi mieszkałem 3 lata. To piękne, że z przypadkowymi właściwie ludźmi możesz dogadać się (i mieszkać) lepiej niż często z rodziną. Dzięki Justynie poznałem parę zespołów z rosyjskiej sceny rockowej, ale - przynajmniej w kwestii muzyki - pozostanę wierny wpływom z drugiego końca kontynentu. Wiecie skąd.

 

The Flatmates - Love Cuts (1987)

 

 

poniedziałek, 01 czerwca 2009
Taksówkowe piosenki

Swoją pracę lubię m.in. za to, że mogę sobie czasem pojechać taksówką na koszt firmy. Jadę tak sobię przez Warszawę i wspólnie z panami taksówkarzami słucham różnych stacji radiowych, generalnie tych popularnych. Zauważyłem pewną prawidłowość, że im młodszy taksówkarz, tym gorszej stacji (i muzyki) słucha. Zwłaszcza Radio Eska jest bardzo popularne wśród młodych adeptów sztuki taksówkarskiej. Natomiast przeciwną stronę muzycznej skali smaku i wyrafinowania (reprezentowaną zwłaszcza przez muzykę klasyczną) zajmują bardzo nieliczni, a jeśli już, to raczej starsi, taksówkarze. Pamiętam pięćdziesięcioparoletniego taksówkarza z Bydgoszczy, który słuchał radia RMF Classic. Spokój, z jakim prowadził auto, zdawał się być przedłużeniem harmonii i kunsztu kompozycji Mozarta czy Vivaldiego.

Ostatnią podróż służbową taksówą (znów starsi taksówkarze) spędziłem przy stacjach Złote Przeboje (tam) i Vox FM (z powrotem). Było bardzo miło. Z tej okazji, piosenka z roku 1974, pt. "Seasons In The Sun", w wykonaniu Terry Jacksa, napisana ponad dekadę wcześniaj przez Jacquesa Brela. Piosenka o przemijaniu. Oby nie przeminęli taksówkarze grający dobrą, melodyjną muzykę.

Terry Jacks - Seasons In The Sun (1974)