piątek, 29 sierpnia 2008
Pif, paf!

Pisałem gdzieś poniżej o wieczorze kawalerskim, w którym miałem uczestniczyć. Otóż, zgodnie z planem, uczestniczyłem i - też zgodnie z planem - atrakcją wieczoru było strzelanie z prawdziwej broni. Na strzelnicy, oczywiście. Strzelaliśmy z broni krótkiej, a z broni długiej strzelał tylko główny bohater wieczoru, czyli przyszły (już jutro) pan młody. Nie wiem, czy to wrodzone predyspozycje Rafała, czy może przedślubny stres wpłynął nań korzystnie, ale strzelał z nas siedmiu najlepiej. Zabawną gafę popełnił tylko przy zabieraniu się do strzelania z broni długiej (tzw. shotguna), kiedy chciał trzymać go a la bazooka - na ramieniu.

Ciekawą obserwacją z obszaru męskich reakcji na broń była ta, że wszystkim nam, prawie 30-letnim facetom, trzęsły się na początku ręce. Na samej strzelnicy nie widzieliśmy tego u innych, ale potem, przy piwie, przyznawaliśmy się, że lekki stres, owszem, był. Nikt (chyba) nie rodzi się z pistoletem w ręce, nikt nie rodzi się dzieckiem broni.

 

 
The Vaselines - Son Of a Gun (1987)
 
 
 
sobota, 23 sierpnia 2008
"Melodyjnie" po angielsku? - ANKIETA

Od dłuższego czasu myślę o angielskim blogu Melodyjnie. Skłania mnie do tego ostatnia refleksja statystyczna na temat fajnej liczby anglo- i polskojęzycznych zespołów, które w swoim życiu poznałem. Tych pierwszych pewnie kilkaset, tych drugich maksymalnie ze dwadzieścia, i to pomimo tego, że przecież mieszkam w Polsce. Idzie za tym refleksja o liczbie fanów dobrego, niezależnego, a najlepiej jeszcze melodyjnego grania u nas i na świecie. Skłonny jestem przypuszczać, że na świecie może ich być wcale nie mniej, niż nad Wisłą:) Po angielsku piszę dość dobrze, także wstydu dla ojczyzny by pewnie nie było.

Ciekawi mnie, co sądzicie o tym pomyśle. W wyrażeniu opinii, a mi w jej poznaniu, znakomicie pomoże Wam króciutka ankieta.

A jeśli już jesteśmy przy zmianach, to przepiękną i mądrą piosenkę o nich napisał swego czasu taki jeden Bob.

 
Bob Dylan - The Times They Are a-Changin' (1964)
 
 
 
czwartek, 21 sierpnia 2008
Nasze kawalerskie

Miłe jest to, że ciągle pozostało wiele rzeczy, których jeszcze nigdy się w życiu nie robiło, a które czekają. W weekend rzeczą taką dla mnie będzie udział w wieczorze kawalerskim. Nigdy nie brałem udziału w imprezie tego typu, więc trochę ciekawości jest, aczkolwiek, jak znam życie, i tak będzie chodziło o napicie się. Główny organizator wieczoru jako atrakcję wymyślił wyjazd na strzelnicę i strzelanie z prawdziwej broni. Ciekawe, kogo - jako cel - wyobrażać sobie będą uczestniczący w zabawie panowie, w tym główny bohater wydarzenia.

Wydaje mi się, że ostatnie dni w stanie kawalerskim/panieńskim to dla obojga zainteresowanych ciekawy psychologicznie okres. Jak zawsze, kiedy dużo się dzieje. A czy może dziać się więcej, jeśli przysięgamy drugiej osobie, że spędzimy z nią resztę życia? Autor poniżej piosenki wydaje się dobrze czuć rozterki, wahania i niepewność stanu kawalerskiego. Może dlatego - jak zawsze, kiedy rodzi się coś "z serca" - mamy oto piosenkę naprawdę piękną?

The Go-Betweens - Bachelor Kisses (1984)


 

niedziela, 17 sierpnia 2008
Biegnij jak człowiek!

Pozostajemy w klimacie olimpijskim. Cokolwiek to dziwne, gdyż tegorocznej olimpiady obejrzałem w sumie nie więcej niż 15 sekund. Na bieżąco śledzę jednak stan medalowy Polaków i oczywiście życzę, by medali było jak najwięcej. Idealnie byłoby prześcignąć Rosję i Chiny razem wzięte, ale z tym musimy chyba poczekać do następnych igrzysk.

Spośród wszystkich dyscyplin olimpijskich najprostszymi i najbardziej naturalnymi są te związane z biegami. Nie ma w sporcie nic prostszego niż bieg. Dystanse najrozmaitsze: 100m, 200m, 400m, 800m, 1,5km, 3km, 5km, 10km, 42,195km (maraton). Każdy może wybrać coś dla siebie, potem jeszcze tylko pokonać rywali i ze spokojem szukać swego nazwiska na kartach historii. Osobiście w szkole zwykle lepszy byłem na długich dystansach. Dziś chyba też wolę oglądać (!) dłuższe biegi. Wydają mi się bardziej intelektualne - trzeba przecież pomyśleć nad rozłożeniem sił, strategią, zmęczeniem, rywalami, itd. Nie to co w stumetrówce, gdzie po prostu gna się bezmyślnie ile sił.

Od wielu lat mam tak, że gdy gdzieś przez dłuższy czas biegnę, kołacze mi w głowie refren tej oto piosenki The Velvet Underground.

 

 
The Velvet Undergound - Run Run Run (1967)
 
 
 
środa, 13 sierpnia 2008
Idź jak człowiek!

Olimpiada bez Roberta Korzeniowskiego to nie to samo. Z oczywistych względów cierpi na tym pozycja Polski w klasyfikacji medalowej, ale czym jest niższe miejsce w jakiejś tam klasyfikacji wobec braku kibicowskich chwil radości, kiedy Polak maszeruje po olimpijskie złoto? I to do tego zawsze będąc faworytem. Spośród olmpijskich triumfów Korzeniowskiego szczególnie miło wspominam ten z Sidney z 2000 roku. W Polsce było nad ranem, wytrwałem całą noc przed telewizorem, ale nagroda była godna. Nad ranem wszystko przeżywa się inaczej, intensywniej. Pamiętam tamte momenty jakby ze snu, pamiętam komentarz uniesionego Włodzimierza Szaranowicza, który mówił, jakby czytał "Trylogię" Sienkiewicza.

Tymczasem nie musiało być tak. W 1992 kariera Polaka, po tym jak został zdyskwalifikowany na Olimpiadzie w Barcelonie, zawisła na włosku. Lekkoatleta był na krawędzi rozbratu ze sportem. Nie poddał się jednak. Walczył. Trenował. Szedł dalej. Szedł jak człowiek. Szedł jak ów syn, któremu w poniższej piosence zespołu The Four Seasons ojciec - gdy jego potomka zostawia dziewczyna - podpowiada, by nie poddawał się i szedł jak człowiek. Wie co mówi, gdyż być porzuconym przez dziewczynę to rzecz gorsza niż jakakolwiek dyskwalifikacja olimpijska.

 

 
The Four Seasons - Walk Like A Man (1963)
 
 
 
sobota, 09 sierpnia 2008
Przyjaźń sklepowego sprzedawcy

The Shop Assistants 

W życiu każdego człowieka przychodzi kiedyś taki czas, kiedy musi zapewnić sobie ubranie. Człowiek krajów uprzemysłowioych idzie wtedy zazwyczaj do sklepu, czy wręcz do centrum handlowego, by tam, po wędrówce po licznych sklepach z interesującymi go ubraniami, po niezliczonych przymiarkach i spojrzeniach w lustro, móc wreszcie wrócić do domu z nowym nabytkiem garderoby. W procesie wyboru, przymiarek i kupna ubrania kluczową rolę odgrywają sprzedawcy. Angielski termin "shop assistant" sugeruje inną niż sprzedaż rolę takiej osoby. Ma ona nie tyle i nie przede wszystkim sprzedać, ile doradzić, pomóc - asystować, być z nami w tych trudnych chwilach.

Mnie jednak nazwy nie zwodzą i wiem, że przede wszystkim chodzi o sprzedaż. Że asystowanie ma być takie, bym jednak ze sklepu z pustymi rękami nie wyszedł (przy okazji oczywiście płacąc za towar). Alergicznie reaguję, gdy już zaraz po moim wejściu do sklepu, ktoś podchodzi do mnie ze słowami "czy mogę w czymś pomóc". Cisną mi się do ust najróżniejsze niemiłe odpowiedzi, wśród których są nawet takie jak "nie może pan(i)". Być dobrym sklepowym sprzedawcą to wielka sztuka wypośrodkowania pomiędzy nachalnym nagabywaniem, a zupełnym pozostawieniem klienta samemu sobie. Idealnie jest, gdy sprzedawca zjawia się wtedy i tylko wtedy, gdy jest naprawdę potrzebny. Bez silenia się na udawanie przyjaźni, jak to trafnie ujął w tytule jednej ze swych piosenek zespół z Edynburga, The Shop Assistants.

The Shop Assistants - I Don't Want To Be Friends With You (1986)


 

niedziela, 03 sierpnia 2008
Zaćmienie bardzo całkowite

Mieliśmy niedawno częściowe zaćmienie słońca. Było ono - przynajmniej u nas w Polsce - bardzo częściowe, gdyż niewiele słońca zniknęło z widoku, toteż dzień trwał sobie bez zakłóceń. Ciekawiej było ponoć pod tym względem na innych kontynentach, no ale wiadomo, że Polska musi mieć zawsze najgorzej, nawet zaćmienia są u nas mizerne.

Może to jednak i dobrze, gdyż zasadniczo słońce to ważna "rzecz". Bez niego ani dnia, ani opalenizny, ani roślin, ani dobrego humoru ("Słońce - wielka żółta pigułka przepisana przez niebiańskich psychiatrów" - Ota Pavel), nic... Mam w swojej kolekcji wiele piosenek o słońcu czy nawiązujących do słońca. To na wypadek, gdyby przyszło kiedyś zaćmienie całkowite. Interesującą, zwłaszcza jeśli chodzi o teledysk, jest ta zespołu The Polyphonic Spree. Jakiś internauta na YouTube'ie nie postarał się i teledysk zobaczycie (?) właśnie taki. Może częściowo uświadomi to wam, jak ważne jest słońce.

 

 
The Polyphonic Spree - Light and Day / Reach For The Sun (2002)