sobota, 26 września 2009
Warto chodzić do pracy - The Twin Atlas

W pracy słuchamy czasem radia. Najczęściej prosi o włączenie radia koleżanka Paulina (nie lubi tego imienia, woli, by mówić na nią "Paula"), która powiedziała kiedyś, że źle jej z taką ciszą. Zwykle uruchamia radio Rafał (nie ma nic do swego imienia, można mówić na niego "Rafał"), polega to na włączeniu wolnego komputera, znalezieniu odpowiedniej stacji radiowej i wyregulowaniu głośności. Do mnie (komputer stoi najbliżej mnie) należy zadanie najważniejsze, czyli wybór stacji. Nie ma z tym wielkich kłopotów, gdyż słuchacze są niewymagający (co nie znaczy o kiepskich gustach) i otwarci na różne gatunki i style muzyczne. Mimo to, nie forsuję swojej muzyki, staram się puszczać tzw. muzykę środka, głównie lata 70-80-90, kiedy byliśmy jeszcze młodzi i wszystko było przed nami :)

Czasem tylko, gdy znudzą się nam dawne przeboje, wyruszamy w nieznane muzyczne krainy, otwierając się na nowe piosenki. By jednak wyprawy te były bezpieczne, zabieram moich kolegów tylko w rejony rockowej muzyki alternatywnej. Jako zgodni i niewymagający (ale - powtarzam - nie o złych gustach) słuchacze, jadą chętnie; Rafał, sam gitarzysta w alternatywnym zespole, jest zachwycony, a Paula zadowolona, że nie ma ciszy.

Tak było wczoraj, kiedy słuchaliśmy świetnego internetowego radia SomaFM. Piosenki płynęły jedna po drugiej. Gdy wtem zagrano utwór, którego wykonawcę musiałem poznać. Zanotowałem, a po przyjściu z pracy poznałem bliżej. I z dużą dozą prawdopodobieństwa mogę stwierdzić, że zespół The Twin Atlas będzie moim odkryciem jesieni, a może i roku. Warto chodzić do pracy.


The Twin Atlas - Show Me All (2003)

 

Oficjalna strona.
Oficjalna strona na Majspejsie.

 


niedziela, 20 września 2009
Nie z tych Turnerów

Już dość dawno chciałem podzielić się z Wami tą piosenką, zwłaszcza zaś teledyskiem. Pochodzi z dawnych dobrych czasów, kiedy po zakończonym roku akademickim wracałem do domu, by obijać się, czytać książki i oglądać kanał muzyczny Viva Zwei. Dziś, w dobie nieograniczonych możliwości odkrywania nowych zespołów w (nareszcie w miarę dostępnym) internecie, trudniej może docenić coś takiego jak kanał muzyczny. Ale wtedy, na przełomie wieków, Viva Zwei była skarbnicą muzycznych inspiracji.

Piosenka poniższa jest zupełnie nie z mojej - jak to nazywam - muzycznej parafii. Może urzekł mnie prosty teledysk? A może moja muzyczna parafia większa jest niż te parę indie-rockowych wsi, tylko jeszcze o tym nie wiem? Jak już pisałem, dawno chciałem podzielić się ową piosenką, ale nie za bardzo wiedziałem, gdzie ją znaleźć. W internecie, rzecze jasna. Ale gdzie? Nie wiedziałem. I dopiero niedawno, któregoś dnia, wpadłem na pomysł, że może spróbować by na... YouTube'ie. No jest. Hmm, piękne wakacje roku 2000.

Ciekawostka: ów Turner urodził się w Polsce, w 1978 roku. Naprawdę nazywa się Paul Kominek (nie jest więc spokrewniony z Tiną Turner).


Turner - Been Out (2000)

 


23:46, chigliack
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 13 września 2009
Sprawa z koncertami

Rzadko chodzę na koncerty muzyczne, więc każde takie pójście warte jest wzmianki i paru refleksji. Moje niechodzenie wynika z tego, że niewiele grywa w Polsce zespołów, które lubię i których zobaczenie na scenie dostarczyłoby mi miłych wrażeń. Czyż bowiem nie dla miłych wrażeń chodzi się na koncerty?

Inna rzecz to bezkompromisowość i pewna "zerojedynkowość" w moim podejściu do muzyki. Jeśli coś mi się podoba ("1"), słucham tego, cieszę się tym, chcę posłuchać na żywo. Jeśli nie ("0"), nie chcę tracić czasu. Może to dziwne, że dzielę muzykę tak radykalnie, ale tak w istocie jest: albo mi się coś podoba, albo - mniej lub bardziej - nie podoba.

Jest coś jeszcze. W muzyce interesuje mnie... tylko muzyka. W porównaniu z osobami kochającymi koncerty ze względu na oprawę, na atmosferę, na klimat, na formę zespołu, na jego świetny kontakt z publicznością - czyli wszystko to, za co ludzie kochają koncerty. W porównaniu z nimi jestem upośledzony. Dla mnie tym co, co ma pierwszorzędne znaczenie, są dźwięki. Reszta - byle nie przeszkadzała. (Reszta, w tym publiczność. Trudno słucha się jakiejkolwiek muzyki w towarzystwie... kiboli Legii).

Byłem na koncercie zespołu Razorlight. Zespół niby z Anglii, niby indie-rockowy, niby nawet melodyjny... ale jakoś nie tak te dźwięki w piosenkach  chłopaki układają. Być może wystarczyłoby zmienić dwa dźwięki i powstałaby zupełnie inna, wpadająca w ucho melodia, wobec której nie byłbym obojętny. Problem chyba jednak w tym, że Razorlight podobałby mi się, ale jakieś 12-15 lat temu... Gdy tymczasem dziś, wracając z koncertu jak ten, musiałem natychmiast założyć swoje futurystyczne słuchawki, by posłuchać i poczuć ulgę przy czymś jak to.


Vetiver - Been So Long (2006)

 


środa, 02 września 2009
Gorączka

Jestem chory i mam gorączkę. Mógłbym śmiało śpiewać, za pewną znaną amerykańską piosenkarką, "Don't you wish your girlfriend was hot like me". Naprawdę nie wiem, kto to śpiewa. Musi być znana, bo inaczej nie usłyszałbym tej piosenki. Musi też być amerykańska - no tak przynajmniej czuję. Sprawdzę w Google. Ciekawe propozycje podaje wyszukiwarka po wpisaniu "don't". Króluje "Don't worry be happy", potem "Don't speak" i "Don't cry for me Argentina". Po wpisaniu "don't you" kolejne propozycje, ale bez interesującej mnie. I dopiero po dodaniu "wish" wyszukiwarka błyskawicznie odgaduje moje myśli. To zespół Pussycat Dolls. Nigdy nie słyszałem tej nazwy, wiele do nadrobienia. Teledysk - klasyka garunku. Obwieszony łańcuchami murzyn i skaczące, skąpo odziane laski. Komentarz jednego z internautów: "What her grandmother must think".

Pozostając w tematyce gorąca, miałem w ten weekend okazję obejrzenia na żywo (ale w telewizorze) wykonania piosenki "Lato" przez Formację Nieżywych Schabuff. Była to jakaś dobroczynna impreza Polsatu w Białymstoku, byli też m.in. Stachursky i Edyta Górniak... Wierzcie lub nie, ale na przełomie lat 80 i 90, FNS grała bardzo dobrą, melodyjną muzykę. Lekkość i chwytliwość ich kompozycji pozytywnie wyróżniała się na polskiej scenie. Trudno mi sobie wyobrazić, by dziś jakikolwiek polski letni hit stacji radiowych zbliżył się klasą do "Lata", hitu z 1995 roku. A już taki "Żółty rower" z 1992 roku... To dopiero! Dzięki Formacjo za te kilka świetnych, dawnych piosenek, kimkolwiek dziś jesteś.

 

Formacja Nieżywych Schabuff - Żółty rower (1992)