poniedziałek, 26 października 2009
Wy-chowanie

Rzadko zdarza mi się odkrywać nowe znaczenia słów znanych wcześniej piosenek lub przynajmniej bardziej uświadamiać sobie dotychczasowe znaczenia. W przypadku angielskich piosenek problemem jest często trudność ze zrozumieniem słów, w przypadku polskich - także. W ogóle mam wrażenie, że nie doceniam tekstów w muzyce, przechodzę obok nich.

I chyba nie tekst zatrzymał niedawno moją uwagę na piosence "To wychowanie" T.Love na samym początku. Był to nastrój. Od pierwszych akordów gitary jakiś smutek, żal i beznadzieja. Wsłuchałem się więc w tekst. Odczytuję go jako przepełnioną rozgoryczeniem krytykę autorytetów (rodziców i szkoły, ale myślę, że wszelkich), które zawiodły; jako gorzki rozrachunek z wartościami (np. patriotyzm), które wpaja się ludziom bez jakiejkolwiek refleksji (i zachęty do refleksji). To wygarnięcie wychowawcom (rodzinnym, szkolnym, religijnym), że to, iż szanujemy rodziców, dostajemy piątki w szkole i chodzimy do kościoła nie oznacza jeszcze, że wszystko jest w porządku.

Swoją drogą, wyraźnie da się zauważyć u Muńka Staszczyka (choć "Wychowanie" to podobno nie jego tekst) ciągłość w chęci demaskowania tego, że "jest super". No proszę, a z Częstochowy i z dobrego liceum.

 

T.Love - "To wychowanie" (1989)

 


sobota, 10 października 2009
Zimno - ciepło (The Radio Dept.)

Ponieważ za kilka dni wybieram się na krótkie wakacje na ciepłe południe, by zrównoważyć temperatury chciałbym pokazać Wam zespół z zimnej północy, ze Szwecji. Wprawdzie to samo południe Szwecji, więc klimatycznie nam bliskie (a mi, jako staremu Kołobrzeżaninowi, tym bardziej), ale efekt retoryczny, zestawiający ciepłe południe z zimną północą udał się wspaniale, przyznacie.

W mieście Lund, na wspomnianym południu Szwecji, już od 14 lat gra zespół The Radio Dept. Czternaście lat to, wydawałoby się, już kawał czasu jak na wiek zespołu muzycznego. W przypadku The Radio Dept. to jednak mylące, bo zespół lubił mieć w przeszłości przerwy, przeplatając działalność muzyczną z aktywnościami praktycznymi i pożytecznymi dla społeczeństwa (np. rybołóstwo). Nazwę wzięli z okolicznego warsztatu samochodowego, w którym naprawiano też radia.

Zmienne (i to mocno) też były składy osobowe The Radio Dept. Jak to Szwedzi - swoboda, tolerancja i wyzwolenie. Komu tam chciałoby się grać w jednym zespole dłużej niż 5 lat? Znudziło mi się - mówię "do widzenia". Może więc stąd słyszymy w pierwszych słowach piosenki: "I'm scared when I'm at home / In my apartment on my own"? Jak by nie było, zespół potwierdza, że Szwedzi, pomimo zimnego geograficznie położenia, grają ciepło jak... w Tunezji.

The Radio Dept. - Lost and Found (2003)


Oficjalna strona zespołu (strona internetowa).
Zespół na MySpace.

 

niedziela, 04 października 2009
Telewizja i talent

Jedną z głównych atrakcji moich comiesięcznych wizyt w rodzinnym domu jest telewizja. Mam wprawdzie telewizor u siebie, ale korzystam z niego w bardzo ograniczonym zakresie. Średnio raz na miesiąc  oglądam jakiś mecz, w przerwie wyciszam reklamy, a zaraz po wyłączam. Telewizji więc na codzień w istocie nie mam. Wizyty w domu są zatem dla mnie okazją na doświadczenie telewizji w pełni: z reklamami, z durnymi programami rozrywkowymi, krzykliwością, ładnymi buziami i efektownymi wypowiedziami. Gdy to wszystko oglądam, za każdym razem upewniam się, że nie jestem mieszkańcem tego świata, ale zawsze, będąc w domu, chętnie na trochę odwiedzam go.

Tym razem, w rodzinnym gronie, dłużej zatrzymaliśmy się na programie "Mam talent". Ma w zasadzie wszystko, co telewizyjne: ma reklamy, jest durny (pod wieloma względami), jest krzykliwy, ma jurorów, którzy są bądź to ładni, bądź efektownie się wypowiadają. Występowali najróżniejsi cudacy, niektórzy śmieszni, niektórzy żałośni, wielu jednak rzeczywiście utalentowanych, aczkolwiek - gdyby nie ojciec i jego autorskie wyroby spirytusowe - byłoby to wszystko nudne.

Większość występujących pokazywała, że ma, lub chce mieć, talent muzyczny. Im dłużej brnęliśmy przez program, tym bardziej byłem pewien, nie pokaże się nikt, kto ujmie mnie czymś. Przez długi czas najciekawszym występem był ten mongolskiego pasterza, imitującego chyba dźwięki stepów i ich zwierzyny. Jasne więc, że gdy do wyjścia na scenę szykowało się dwóch 15-latków, kochających hip-hop i takoż ubranych, nie poderwałem się z fotela. Gdy tymczasem... Mi, jak i pozostałym domownikom oraz jurorom i publiczności w programie opadły, że tak kolokwialnie powiem, kopary. I choć w nieznośnej stylistyce telewizyjnego show, chłopaki pokazali kawał prawdziwej sztuki. Warto czasem obejrzeć telewizję.


Marcel i Nikodem Legun - ? (2009)

 


13:41, chigliack
Link Dodaj komentarz »