niedziela, 24 maja 2009
Farelka

Pamięć może mnie oczywiście mylić, ale jeśli mnie nie myli, to jest to chyba pierwszy raz, kiedy dwa razy z rzędu wpis na Meldyjnie polskim zespołom poświęcony będzie. Taki melodyjny przypływ patriotyzmu. Niedawno dowiedziałem się, że polska aktorka Alicja Bachleda-Curuś chodzi na randki z irlandzkim aktorem Colinem Farellem. (Może nawet pocałowali się, nie daj Boże). Sytuację tą, a konkretnie status naszej filmowej gwiazdy, obrazuje piosenka (polskiego) zespołu Kevin Arnold pt. "Farelka".

O genezie mojej przygody z trójmiejską grupą pisałem już dawno (nie wiedziałem, że aż tak) temu. Z kolei dość niedawno zdziwiłem się, że nie ma na YouTube'ie ich (moim zdaniem) najsłynniejszej piosenki, "Farelki" właśnie. Stąd i już jest. Pierwszy komentarz, jaki utwór otrzymał - "Dzięki! Całe lata tego nie słyszałem. Mam/miałem na kasecie, nagrane z Trójki". - daje to wspaniałe uczucie dobrego uczynku. Lepszym doznaniem jest tylko ciepło płynące z grzejnika farelka.

 
Kevin Arnold - Farelka (2000)
 
 
 
niedziela, 17 maja 2009
Fajna piosenka - mimo woli

Tego jeszcze nie było. Na Melodyjnie piosenka polska i to współczesna i to grana w stacjach radiowych, puszczana w telewizjach i w ogóle mainstreamowa (fuj). Po raz pierwszy usłyszałem ją kilka miesięcy temu na niedużej imprezie u znajomych. Już wówczas wpadła mi w ucho, pytałem nawet gospodarza o wykonawcę, ale na drugi dzień zapomniałem, poza tym uznałem, że to musiało być działanie alkoholu, stąd mi się podobała.

Tymczasem w zeszłym tygodniu usłyszałem ją znów, tym razem w taksówce (taksówki są jednymi z niewielu, poza sklepami, miejsc, w których słyszę, co grają radia Zet czy RMF FM i zawsze po takiej porcji cieszę się, że tak rzadką mam z tymi stacjami muzyczną styczność), zupełnie trzeźwy i ponownie całkiem mi się spodobała. Trudno, pomyślałem. Właśnie sprawdzam i widzę, że śpiewająca z zespołem Video Ania Wyszkoni to była wokalistka zespołu Łzy, więc ponownie myślę "trudno", ale jednak podtrzymuję: to niezła, wpadająca w ucho, chwytliwa piosenka. Polska muzyka przebudza się.

 

 
Video & Ania Wyszkoni - Soft (2008)
 
 
 
poniedziałek, 11 maja 2009
Każda miłość

Jedna z piękniejszych piosenek jednego z największych zespołów brytyjskiej twee popowej fali przełomu lat 80-tych i 90-tych, The Field Mice. Piękny, chwytliwy, choć tak prosty refren. I proste jego słowa:

This love is as good as any other
As good as any other

Przestudiowałem sobie cały tekst piosenki i widzę, że mogłaby być hymnem tzw. kochających inaczej. Choć i kochający tak samo (?) też mogliby wiele z tego przyjąć jako swoje - wszak każda miłość jest inna, ale jeśli rzeczywiście jest miłością, to jest tak samo dobra ("as good as any other").  Już Irena Santor w 1979 roku śpiewała "Każda miłość jest pierwsza, najgorętsza, najszczersza".

 
The Field Mice - This Love Is Not Wrong (1989)
 
 
 
niedziela, 03 maja 2009
Porównania

Artykuł o muzycznych przebojach w najnowszej "Polityce". Mirosław Pęczak już na samym początku pisze: "Choć muzyczne mody zmieniają się coraz szybciej, istnieją stare piosenki, które nigdy nie wypadają z obiegu. Pamięta się je, nagrywa ich nowe wersje, traktując jak rodzaj kanonu. Tym, co wyróżnia większość takich evergreenów, jest oczywiście melodia". Zawsze to miło, gdy się z człowiekiem gdzieś zgadzają.

A gdy autor, podsumowując lata 70-te w Polsce, pisze: "Najlepsze pomysły kompozytorskie miał chyba Andrzej Zieliński ze Skaldów. Ktoś napisał kiedyś, że gdyby Zieliński urodził się w Wielkiej Brytanii, byłby wymieniany jednym tchem z Lennonem i McCartneyem", wręcz wiem, że to o mnie. We wpisie z tego roku, z 14. stycznia, pisząc o piosence "Cała jesteś w skowronkach", pokusiłem się o opinię, że gdyby piosenkę taką napisali Beatelsi, byłaby nie mniejszym hitem niż "Let It Be" czy "Hey Jude". Jeśli już zgadzają się ze mną we wpływowych tygodnikach, cóż, wspomnę może o pewnym zespole, który - gdyby grał w Polsce - na pewno byłby tak słynny, jak Czerwone Gitary, Budka Suflera lub Perfect.

 
The Beach Boys - All I Wanna Do (1970)
 
 
 
niedziela, 26 kwietnia 2009
(Nie)pędzący rower

Kupiłem sobie rower. Używany, z lat 80-tych, niemiecki. Jest jednak tak ładny, że zupełnie nie wygląda, jakby przybył z Niemiec. Nie ma biegów, przez co może być mniej wygodny niż rowery z biegami i innymi bajerami, ale przecież jeśli chciałbym jeździć wygodnie, to kupiłbym sobie samochód. Po zrobionej jednej trasie (ze sklepu do domu) całkiem mi się ten rowerowy świat podoba. Podobają mi się też rowerzyści miejscy jako grupa. Mam wrażenie, że stosunkowo więcej wśród nich otwartych umysłów.

Jaką piosenką uczczę mój rowerowy zakup? Pomyślałem o "Bicycle Race" zespołu Queen, ale to chyba każdy zna, a sama piosenka jakoś nie pasuje mi do charakteru bloga. Bardzo odpowiednią piosenką, odzwierciedlającą charakter mojego roweru byłaby "Slow Bicycle" grupy Mum. Ale trochę długa i nieblogowa. Wybrałem "Speeding Motorcycle" Yo La Tengo. W końcu motor to w sumie taki szybszy rower, a zespół jeden z moich ulubionych. No i filmik - jechał ktoś z was kiedyś ulicami Bogoty?

 
Yo La Tengo - Speeding Motorcycle (1990)
 
 
 
niedziela, 19 kwietnia 2009
Guitar Hero

Miałem ostatnio u znajomych styczność z zabawką o nazwie Guitar Hero. Jest to gra komputerowa, coś w rodzaju symulatora gry na gitarze. Można wcielić się w gitarzystę i zobaczyć, jak to na scenie ciężko. Symulator jest tu jednak mylącym określeniem, gdyż z prawdziwą grą na gitarze rzeczona zabawka ma mniej więcej tyle, co prawdziwa gra w piłkę z grą w piłkę na komputerze, czy prawdziwy seks z seksem uprawianym z komputerem (tak mi się wydaje). Z jednej strony dobrze, że powstają takie gry (jak Guitar Hero) - może ktoś sięgnie po nią zamiast po grę, gdzie strzela się do ludzi. Z drugiej jednak strony, lepiej byłoby, gdyby ludzie wybierali prawdziwe gitary.

Długo wzbraniałem się przed "zagraniem" na tym czymś, bo to i oceniają, i można odpaść, i repertuar niemelodyjny gra oferowała (nie było Beatelsów!). Jednym z niewielu zespołów z mojej melodyjnej parafii byli Oasis - z następującą piosenką, którą (wprawdzie za drugim razem, ale jednak) ukończyłem. W nagrodę nalałem sobie whisky z colą.

 
Oasis - Some Might Say (1995)
 
 
 
wtorek, 14 kwietnia 2009
Zła kobieta

Zespół The Coral, a z nim piosenkę "Liezah", poznałem - gdzież by indziej - na angielskiej ziemii, w Roku Pańskim 2003. Na angielskiej ziemii jest tu określeniem o tyle adekwatnym, że pracowałem tam wówczas (prawie) w ziemii, na farmie niedaleko Cambridge, segregując ziemniaki. Któregoś wieczoru, po pracy, w rockowym Virgin Radio usłyszałem ową piosenkę i już po pierwszych dźwiękach maksymalnie skupiałem uwagę i wytężałem umysł, by wychwycić nazwę zespołu, a najlepiej i tytuł piosenki. Oczywiście, nazwę zrozumiałem źle i chodząc parę dni później po sklepach muzycznych w Cambridge, zamęczałem sprzedawców, pytając o zespół, który nie istnieje. (Wstydziłem się nucić im refren piosenki, który pamiętałem o wiele lepiej). Jakimś cudem się jednak udało i tym bardziej teraz smakuje.

Tytułowa Liezah wygląda na kobietę z kategorii takich, które zepsutymi i niebezpiecznymi będąc, przyciągają mimo to (a może właśnie dlatego - pytanie zgoła filozoficzne) wielu mężczyzn ("all the men that she has known"), i to tych majętniejszych ("lawyers, doctors"). Bardzo podoba mi się ostatnia zwrotka,

And everytime I think of Liezah
I break down and I start crying
Although she tore me apart
There's still a place for that girl in my heart 

ponieważ przywodzi mi na myśl ostatnią scenę z filmu "Trzy Kolory: Biały" Kieślowskiego, w moim subiektywnym rankingu jedną z piękniejszych, jakie wydała kinematografia.

 

 
The Coral - Liezah (2003)
 
 
 
piątek, 10 kwietnia 2009
Zaświaty

Ale mnie długo nie było! Wracam prawie jak z tamtego świata, prawie jak wstały z martwych. Płytą zawsze kojarzącą mi się klimatycznie z zimnem, nieobecnością, oddaleniem, jakąś wieczną hibernacją, jest pochodząca z 2002 roku EP-ka Beachwood Sparks, "Make the Cowboy Robots Cry". Kiedykolwiek myślę sobie, że smutne może być piękne, to to dzieło jako pierwsze przychodzi mi na myśl. Utwór "Ponce de Leon Blues", umieszczony w środkowej części, stanowi chyba kulminację zgryzoty. Tak miłej dla ucha, że gdy z kolejną piosenką przychodzi przesilenie, a potem jasność, ciepło i wiosna, to nawet trochę szkoda.

 
Beachwood Sparks - Ponce de Leon Blues (2002)
 
 
 
niedziela, 29 marca 2009
Porażka

Z dwóch moich wielkich pasji - piłki nożnej i muzyki - zdecydowanie to ta druga dostarcza wrażeń nie tylko przyjemnych, ale też stale przyjemnych. Oglądanie meczów piłkarskich to rzecz, jeśli chodzi o potencjalną czerpaną radość, ryzykowna, a w przypadku reprezentacji Polski nawet wysoce niepewna. Muzyka za to, choć może nie dostarcza wrażeń aż tak intensywnych, to na tyle przyjemnych i (przede wszystkim) stałych, że kto wie, czy całościowo nie dała mi w życiu - dobrego - więcej.

Dostrzegam nawet jakąś niesprawiedliwość w tym, że jeśli idzie się na koncert rockowy, to będzie on, mniej lub bardziej, przeważnie jednak bardziej, udany. Inaczej z meczem piłkarskim - tu już na dwoje babka wróżyła. Może być albo bardzo fajnie, albo bardzo źle. Jeśli przytrafiło ci się, że jesteś z Polski i kibicujesz piłkarzom ubranym na biało-czerwono, w tych dniach za dobrze nie jest.

Beck - Loser (1993)

 

niedziela, 22 marca 2009
Jeżowce

We wpisie tym nie przekażę żadnej ważnej ani głębszej myśli. Nie będzie też notka ta - ani prezentowany zespół - odnosić się w jakikolwiek sposób do tego, co u mnie słychać. Ot, chciałbym po prostu napisać o fajnym zespole z przełomu lat 80-90 z Anglii, który nazywał się The Sea Urchins (po polsku: Jeżowce). Ich chyba największy przebój, piosenka "Pristine Christine", była pierwszym singlem wydanym przez legendarną wytwórnię Sarah Records.

Jeżowce to podwodne, kolczaste, ale podobno jadalne i smaczne zwierzęta. Prawdę mówiąc, dużo więcej w internecie informacji o jeżowcach-podwodnych stworzeniach niż Jeżowcach-zespole rockowym z Anglii. Wykorzystując to, napiszę może jeszcze, że w miejscach, gdzie występują jeżowce, Wikipedia radzi kąpać się "z butami, które mają twarde gumowe podeszwy, gdyż wdepnięcie na jeżowca może być bolesne, ale nie niebezpieczne dla zdrowia". No i że należą do typu szkarłupni.

 
The Sea Urchins - Pristine Christine (1987)