czwartek, 13 sierpnia 2009
Przejście dla pieszych

8. sierpnia 2009 o godz. 11:30 minęło równo 40 lat od wykonania pewnego zdjęcia. Zdjęcie owo przedstawia czterech członków pewnego znanego wówczas zespołu, przechodzących przez ulicę. Ulica w tamtym czasie także nie była aż tak znana. Jej nazwa stanie się nazwą płyty wspomnianej grupy, a zdjęcie ozdobi jej okładkę. Od tamtej pory sfotografowane przejście dla pieszych w północnym Londynie będzie miejscem wycieczek, a dla niektórych miejscem pielgrzymek.

Przypadkowo sfotografowany amerykański turysta dowie się o swoim uwiecznieniu kilka miesięcy później, już po wydaniu płyty. Zaparkowany i też sfotografowany Volkswagen "Garbus" straci tablicę rejestracyjną, aż w końcu zostanie sprzedany na aukcji i umieszczony w muzeum Volkswagena. Grafik okładki płyty, by opłacić czynsz, zrealizuje wypisany mu przez znanych muzyków 30-funtowy czek. Po latach będzie trochę tego żałował. A 13. sierpnia 2009 bloger z Polski wpisem tym uczci 40-lecie płyty "Abbey Road" zespołu The Beatles.


The Beatles - Something (1969)

 


środa, 14 stycznia 2009
Cała jesteś w melodii

W ostatniej "Polityce", w artykule o pięcioleciu radia RMF Classic, pojawia się kilka interesujących z psychologicznego punktu widzenia informacji na temat relacji pomiędzy sferą psyche a muzyką klasyczną. "Naukowo przeprowadzone testy psychologiczne dowiodły, że słuchanie muzyki klasycznej ma bezpośredni wpływ na uaktywnienie funkcji poznawczych mózgu. -Dzieje się tak za sprawą perfekcyjnej równowagi i harmonii struktur muzycznych, które opływając mózg docierają do wielu ważnych ośrodków nerwowych, jednocześnie je stymulując. Klasyka, nie tylko zresztą muzyczna, organizuje człowieka".

Muzykę melodyjną cieszy ów fakt, zważywszy, jak wielu z prezentowanych tu artystów miało związek z muzyką klasyczną (edukacja w szkole muzycznej). Ba, nawet ja chodziłem do szkoły muzycznej, ale - z perspetywy patrząc i szczerze mówiąc - wiele bardziej szczęśliwszym czy inteligentniejszym mnie to nie uczyniło. Nie wiem, jak ze Skaldami. Gdy słyszę harmonie z "Cała jesteś w skowronkach", myślę, że z pewnością chodzili do szkół muzycznych i, co więcej, choć trochę lubili Mozarta i Bacha. Myślę też, że gdyby taką piosenkę napisali Beatelsi, byłaby światowym hitem nie mniejszym niż "Let It Be" czy "Hey Jude".

 

 
Skaldowie - Cała jesteś w skowronkach (1969)
 
 
 
piątek, 14 marca 2008
Jaskiniowcy z dozą łagodności

The Troggs

Nazwa zespołu The Troggs jest skrótem od słowa "troglodytes", czyli "troglodyci", inaczej jaskiniowcy. Jaskiniowcy w powszechnym wyobrażeniu nie byli zbyt subtelni, byli prości, twardzi i brutalni. Czy taka też jest muzyka The Troggs? Częściowo. Ich bodaj najsłynniejszy hit to Wild Thing, piosenka mocna, energetyczna, pełna nieskrępowanej siły. Napisana w 1966 roku, a więc w roku największego triumfu angielskiej piłki nożnej (mistrzostwo świata), stąd może jej potęga i moc.

Ale mają też The Troggs oblicze mniej "jaskiniowe", bardziej ciepłe i stonowane. Są autorami piosenki Love Is All Around (1967), która na świecie znana jest głównie - tak mi się przynajmniej wydaje - w wykonaniu Szkotów z Wet Wet Wet z roku 1994. Piosenkę tę znałem od dawna i wyłącznie wykonywaną przez Wet Wet Wet, toteż zdziwienie me, w chwili usłyszenia oryginału, było wielkie. Płynie stąd szersza nauka, by niczego nie być pewnym i zawsze być przygotowanym na - także metafizycznie pojęte - nieznane.

A oryginał The Troggs, co tu dużo mówić, o wiele lepszy. Jeszcze raz przekonuję się, że jestem muzycznym konserwatystą.

 

 
The Troggs - Love Is All Around (1967)
 
 
piątek, 01 lutego 2008
Męska przyjaźń nad rwącą rzeką

Simon & Garfunkel

Poznali się w podstawówce, w 1953 roku, kiedy obaj grali w szkolnym przedstawieniu "Alicja w krainie czarów". Paul Simon był Białym Królikiem, a Art Garfunkel Kotem Cheshire. Odkrywszy wspólne fascynacje muzyczne, zaczęli pierwsze występy na szkolnych potańcówkach. Początkowo nazywali się Tom & Jerry i nie wiem, czyim pomysłem była zmiana nazwy na Simon & Garfunkel, ale wiem, że był to pomysł dobry.

Przez wiele lat wspólnej muzycznej drogi nie raz mieli siebie dość. Rozstawali się i schodzili kilka razy, jak para - nie do końca szczęśliwie, a jednak jakoś - zakochanych. Coś bowiem musiało ciągnąć ich ku sobie. Coś muzycznego, dodam dla pewności :) Ciągnęła też do nich publiczność. Po ich "zejściu się" w 1981 roku, na koncert w Central Parku 19. września przyszło pół miliona ludzi. Dobrze, że pomimo nieporozumień (rwącej, wzburzonej rzeki), potrafili budować między sobą most. Most łączący dwa wielkie muzyczne, melodyjne talenty.

 

 
Simon & Garfunkel - Bridge Over Troubled Water (live, 2003)

 
niedziela, 13 stycznia 2008
Milczenie złotem

The Tremeloes

Założeni w 1958 roku, nazywali się na początku Brian Poole and the Tremoloes. Zmiana nazwy - tremoloes na tremeloes - była wynikiem... błędu drukarskiego lokalnej gazety w Essex, gdzie powstali. (Nieopodal, też w hrabstwie Essex narodzili się bohaterowie poprzedniego wpisu, Blur).

Mało kto wie, że The Tremeloes w 1962 o mało nie... pozbawili Beatelsów szansy na późniejszą światową karierę. Otóż w tym to roku obie grupy starały się o kontrakt z firmą nagraniową Decca Records. Były nawet przesłuchiwane tego samego dnia! Managerowie firmy woleli The Tremeloes. Szef departamentu pop, Dick Rowe, powiedział nawet: "Nie lubimy ich [Beatelsów] brzmienia, a czasy 'muzyki gitarowej' się kończą. I tak pan Rowe dowiódł, że powiedzenie "mowa jest srebrem, a milczenie złotem" może mieć swój wyrazisty sens.


The Tremeloes - Silence is Golden (1967)


 
środa, 05 grudnia 2007
Chłopaki z tamburynem - The Byrds

To chyba grudzień nastraja jakoś religijnie. Po wielkim wyznawcy Islamu, Cat'cie Stevensie, dziś w galerii artystów melodyjnych kalifornijscy chrześcijanie The Byrds, którzy - przynajmniej w porównaniu z innymi gwiazdami rock&roll'a - nie stronili od nawiązań religijnych. Wszak słowa jednej z ich najpiękniejszych piosenek ("Turn! Turn! Turn!") powstały podobno w uniesieniu lekturą biblijnej Księgi Koheleta.

Nazwałbym The Byrds amerykańskimi The Beatles. Skala muzycznego przełomu, wielość zespołów, które zainspirowali, ba, nowe style muzyczne, których stworzenie lub rozwój im się przypisuje (np. folk rock, space rock czy jangle pop) - wszystko to na miarę czwórki z Liverpoolu. Nazwać jednak The Byrds amerykańskimi Beatelsami chyba nie mogę. Wystarczy spojrzeć na ich wygląd i zachowanie sceniczne, by zrozumieć, dlaczego. Zwłaszcza Roger McGuinn (ten w wiecznych, kwadratowych okularkach). Gdybym był rodzicem amerykańskiej nastolatki w latach 60-tych, w życiu nie pozwoliłbym jej umówić się z kimś, kogo wygląd predysponuje do kogoś pomiędzy ministrantem a seryjnym mordercą.

Zresztą, wystarczy zwrócić uwagę na fragment pomiędzy 50 a 55 sekundą "Turn! Turn! Turn!" czy pomiędzy 17 a 30 sekundą "All I Really Want To Do", by zrozumieć...


'Turn! Turn! Turn!' (1965)
'All I Really Want to Do' (1965)
'Mr. Tambourine Man' (1965)

niedziela, 18 listopada 2007
Żołnierze brytyjskiej inwazji - The Hollies

 

Inwazja nie kojarzy się raczej z niczym pozytywnym. Na przykład inwazja bakterii czy inwazja militarna  rzadko takimi są. Miała jednak w historii miejsce jedna inwazja, która dla ludzkości, a zwłaszcza dla muzyki, a już zwłaszcza dla muzyki melodyjnej, przyniosła wiele dobrego. To inwazja brytyjska muzyczna (british invasion) lat 60-tych. Jedną z armat owej inwazji był zespół The Hollies, założony w 1963 roku przez Allana Clarke'a i Grahama Nasha.

Panowie poznali się w wieku 5 lat w jednym z manchesterskich przedszkoli, gdzie Graham był podobno jedynym dzieckiem, które pozwoliło nowemu-Allanowi siedzieć obok siebie. Chłopcy muzykowali, śpiewając głównie w chórach, by na początku lat 60-tych założyć the Hollies. Nie pamiętają już dziś, skąd wzięła się nazwa, czy na cześć amerykańskiego protoplasty rock&rolla Buddy Holly'ego, czy może zainspirowana była świątecznymi dekoracjami (kosodrzewem - holly) w domu Grahama. Kto by tam teraz o to dbał?

'I'm Alive' (1964)
'Carrie-Ann' (1967)
'Air That I Breathe' (?)


 

niedziela, 28 października 2007
Najpiękniejsza piosenka o niedzieli - The Velvet Underground

 

Brian Eno, który z pewnością też pewnego dnia na Melodyjnie.blox.pl zagości, miał podobno kiedyś powiedzieć o grupie The Velvet Underground, że chociaż ich pierwsze płyty były kupowane średnio przez zaledwie kilka tysięcy fanów, to dla każdego z nich muzyka grupy była inspiracją do tworzenia własnej i założenia swojego zespołu. Całkiem możliwe. Można bowiem powiedzieć, że The Velvet Underground, oprócz robienia tego, "co do nich należało", czyli wpisywania się w piękną tradycję melodyjnego grania, robili coś ponad, eksperymentowali z formą i dźwiękiem, wyznaczali nowe horyzonty dla takich nieznanych jeszcze wówczas gatunków, jak New Wave czy Proto Punk.

Założeni w 1964 w Nowym Jorku przez Lou Reeda i Walijczka Johna Cale'a, który przybył do stolicy świata studiować tam muzykę klasyczną. Nie pierwszy raz przekonuję się, że klasyczne wykształcenie muzyczne wspólne jest wielu członkom melodyjnie grających bandów, tak jakby zgłębianie Bacha, Beethovena i Mozarta kształtowało wrażliwość muzyczną wyraźnie ku melodii i harmonii. Ma więc rację Zbigniew Wodecki, gdy w swym pięknym szlagierze śpiewa "Zacznij od Bacha".

Choć piosenek ze słowem "niedziela" w tytule nagrano bez liku, dla mnie najpiękniejszą jest "Sunday Morning" Velvetów. W ogóle uważam ją za jedną z najpiękniejszych piosenek ever, a mocne te słowa uzasadniam czymś... obiektywnie nieuzasadnialnym - po prostu od zawsze piosenka ta jakoś szczególnie chwytała mnie za serce.

'Sunday Morning' (1967)
'There She Goes' (1967)
'Run Run Run' (1967)
'After Hours' (1969)
'Who Loves the Sun' (1970)
'Take a Walk on the Wild Side' (1972) (Lou Reed solo)

czwartek, 25 października 2007
Chłopcy grzeczni, że aż... - Herman's Hermits

 

Chłopcy, przynajmniej sądząc po wyglądzie, grzeczni aż do nudności. Jeśli Beaelsi wyglądali przy Stones’ach jak porządni ministranci, to Herman’s Hermits tak samo wyglądają przy Beatelsach. Mili, czyści chłopcy z sąsiedztwa, z którymi nasze babcie o wiele chętniej puszczałyby na randki nasze mamy niż z Lennonem, nie wspominając o Jaggerze.

Może właśnie tej odrobiny zadziorności zabrakło, by stać się rzeczywistą legendą, taką jaką stali się z czasem i Beaelsi i Stones'i. Podobno byli tuż tuż za Beatelsami, drugim na Wyspach zespołem grającym melodyjnego rocka. Dwadzieścia ich singli trafiło do czołowej czterdziestki lat 1964-1970 w Ameryce i Anglii. Cóż z tego, skoro dziś żaden z nich nie jest znany tak, jak szlagiery czwórki z Liverpoolu czy Jaggera i kolegów.

A niesłusznie, bo conajmniej kilka z dawnych hitów Hermitsów zasługuje, by gościć na playlistach wielbibieli melodii i harmonii. Spośród zaś teledysków wart obejrzenia zwłaszcza trzeci ('Bus Stop'), na którym na początku, śpiewający Peter Noone na słowo „umbrella” robi ręką parasol. Mick Jagger przy nim to sztywniak.

'I'm Henry the 8th, I am' (1965) 
'No Milk Today' (1966)
'Bus Stop' (1966)

 

piątek, 14 września 2007
Esencja brytyjskiego grania? [The Kinks]

 

 

Zespół odkryty przeze mnie niedawno. Znałem go wprawdzie z nazwy, ale jakoś nie kojarzyłem, co też The Kinks stworzyli. Odkryłem ich – gdzież by indziej! – na Wyspach tego lata, a pomocne okazało się w tym goszczące na zakładkach Melodyjnie.blox.pl Radio Virgin. Choć komercyjna, kapitalna brytyjska stacja.

Zaczynali równo z Beatelsami i Stones’ami, ale to nie im dane było zwojować świat. Być może powodem tego był zakaz wjazdu do USA, jaki przez cztery lata ciążył na zespole w kluczowej, drugiej połowie lat 60-tych (do dziś nie wiadomo, jaka była przyczyna zakazu). Być może też niewypłynięcie na szerokie, światowe wody sprawiło, że The Kinks intensywniej czerpali z rodzimej tradycji muzycznej. Dziś to ich muzyka przez niektórych uważana jest za esencję brytyjskiego grania.

Z dwóch muzycznych twarzy The Kinks – ostrzejszej, Stones'owskiej i melodyjniejszej, Beatels'owskiej – bliższa jest mi zdecydowanie ta druga. To jej reprezentantką jest śliczna „Waterloo Sunset”, dzięki której (i dzięki Radio Virgin) tego lata, na Wyspach, odkryłem The Kinks. Ktoś, kto uwielbia Beatelsów, zwłaszcza ich „środkowy” okres (np. płyta „Rubber Soul”), pokocha też „Waterloo Sunset”.

Zanim jednak pokocha, znajdzie ją tu. Natomiast inną słoneczną piosenkę The Kinks, „Sunny Afternoon”, znaleźć można tu.

 

 
1 , 2