sobota, 10 października 2009
Zimno - ciepło (The Radio Dept.)

Ponieważ za kilka dni wybieram się na krótkie wakacje na ciepłe południe, by zrównoważyć temperatury chciałbym pokazać Wam zespół z zimnej północy, ze Szwecji. Wprawdzie to samo południe Szwecji, więc klimatycznie nam bliskie (a mi, jako staremu Kołobrzeżaninowi, tym bardziej), ale efekt retoryczny, zestawiający ciepłe południe z zimną północą udał się wspaniale, przyznacie.

W mieście Lund, na wspomnianym południu Szwecji, już od 14 lat gra zespół The Radio Dept. Czternaście lat to, wydawałoby się, już kawał czasu jak na wiek zespołu muzycznego. W przypadku The Radio Dept. to jednak mylące, bo zespół lubił mieć w przeszłości przerwy, przeplatając działalność muzyczną z aktywnościami praktycznymi i pożytecznymi dla społeczeństwa (np. rybołóstwo). Nazwę wzięli z okolicznego warsztatu samochodowego, w którym naprawiano też radia.

Zmienne (i to mocno) też były składy osobowe The Radio Dept. Jak to Szwedzi - swoboda, tolerancja i wyzwolenie. Komu tam chciałoby się grać w jednym zespole dłużej niż 5 lat? Znudziło mi się - mówię "do widzenia". Może więc stąd słyszymy w pierwszych słowach piosenki: "I'm scared when I'm at home / In my apartment on my own"? Jak by nie było, zespół potwierdza, że Szwedzi, pomimo zimnego geograficznie położenia, grają ciepło jak... w Tunezji.

The Radio Dept. - Lost and Found (2003)


Oficjalna strona zespołu (strona internetowa).
Zespół na MySpace.

 

sobota, 26 września 2009
Warto chodzić do pracy - The Twin Atlas

W pracy słuchamy czasem radia. Najczęściej prosi o włączenie radia koleżanka Paulina (nie lubi tego imienia, woli, by mówić na nią "Paula"), która powiedziała kiedyś, że źle jej z taką ciszą. Zwykle uruchamia radio Rafał (nie ma nic do swego imienia, można mówić na niego "Rafał"), polega to na włączeniu wolnego komputera, znalezieniu odpowiedniej stacji radiowej i wyregulowaniu głośności. Do mnie (komputer stoi najbliżej mnie) należy zadanie najważniejsze, czyli wybór stacji. Nie ma z tym wielkich kłopotów, gdyż słuchacze są niewymagający (co nie znaczy o kiepskich gustach) i otwarci na różne gatunki i style muzyczne. Mimo to, nie forsuję swojej muzyki, staram się puszczać tzw. muzykę środka, głównie lata 70-80-90, kiedy byliśmy jeszcze młodzi i wszystko było przed nami :)

Czasem tylko, gdy znudzą się nam dawne przeboje, wyruszamy w nieznane muzyczne krainy, otwierając się na nowe piosenki. By jednak wyprawy te były bezpieczne, zabieram moich kolegów tylko w rejony rockowej muzyki alternatywnej. Jako zgodni i niewymagający (ale - powtarzam - nie o złych gustach) słuchacze, jadą chętnie; Rafał, sam gitarzysta w alternatywnym zespole, jest zachwycony, a Paula zadowolona, że nie ma ciszy.

Tak było wczoraj, kiedy słuchaliśmy świetnego internetowego radia SomaFM. Piosenki płynęły jedna po drugiej. Gdy wtem zagrano utwór, którego wykonawcę musiałem poznać. Zanotowałem, a po przyjściu z pracy poznałem bliżej. I z dużą dozą prawdopodobieństwa mogę stwierdzić, że zespół The Twin Atlas będzie moim odkryciem jesieni, a może i roku. Warto chodzić do pracy.


The Twin Atlas - Show Me All (2003)

 

Oficjalna strona.
Oficjalna strona na Majspejsie.

 


niedziela, 13 września 2009
Sprawa z koncertami

Rzadko chodzę na koncerty muzyczne, więc każde takie pójście warte jest wzmianki i paru refleksji. Moje niechodzenie wynika z tego, że niewiele grywa w Polsce zespołów, które lubię i których zobaczenie na scenie dostarczyłoby mi miłych wrażeń. Czyż bowiem nie dla miłych wrażeń chodzi się na koncerty?

Inna rzecz to bezkompromisowość i pewna "zerojedynkowość" w moim podejściu do muzyki. Jeśli coś mi się podoba ("1"), słucham tego, cieszę się tym, chcę posłuchać na żywo. Jeśli nie ("0"), nie chcę tracić czasu. Może to dziwne, że dzielę muzykę tak radykalnie, ale tak w istocie jest: albo mi się coś podoba, albo - mniej lub bardziej - nie podoba.

Jest coś jeszcze. W muzyce interesuje mnie... tylko muzyka. W porównaniu z osobami kochającymi koncerty ze względu na oprawę, na atmosferę, na klimat, na formę zespołu, na jego świetny kontakt z publicznością - czyli wszystko to, za co ludzie kochają koncerty. W porównaniu z nimi jestem upośledzony. Dla mnie tym co, co ma pierwszorzędne znaczenie, są dźwięki. Reszta - byle nie przeszkadzała. (Reszta, w tym publiczność. Trudno słucha się jakiejkolwiek muzyki w towarzystwie... kiboli Legii).

Byłem na koncercie zespołu Razorlight. Zespół niby z Anglii, niby indie-rockowy, niby nawet melodyjny... ale jakoś nie tak te dźwięki w piosenkach  chłopaki układają. Być może wystarczyłoby zmienić dwa dźwięki i powstałaby zupełnie inna, wpadająca w ucho melodia, wobec której nie byłbym obojętny. Problem chyba jednak w tym, że Razorlight podobałby mi się, ale jakieś 12-15 lat temu... Gdy tymczasem dziś, wracając z koncertu jak ten, musiałem natychmiast założyć swoje futurystyczne słuchawki, by posłuchać i poczuć ulgę przy czymś jak to.


Vetiver - Been So Long (2006)

 


niedziela, 08 marca 2009
Dni

Nie tak dawno wysławiałem muzyczne talenty Szwedów, przypominając swą młodzieńczą fascynację, zespół Eggstone. Proroczym był wpis ów, albowiem parę dni temu kolejną wspaniałą grupę z kraju naszych zamorskich sąsiadów odkryłem. Nazywają się zwyczajnie - Days. Taka też ich muzyka - prosta, bezpretensjonalna i, nie zgadniecie, melodyjna. Melodyjna, że hoho! Delikatność, subtelność tych dźwięków trochę wyjaśnia, dlaczego to w Szwecji wychowywały się np. dzieci z Bullerbyn.

Days - Downhill (2008)

Days na MySpace
Days na Last.fm

 

sobota, 03 stycznia 2009
Bratni sojusz muzyki melodyjnej i socjalistycznego olimpizmu

Moscow Olympics

XXII letnia olimpiada odbyła się w 1980 roku w Moskwie. Musiała być ciekawa. Była pierwszą letnią olimpiadą zorganizowaną przez państwo ówczesnego bloku wschodniego i to nie byle jakie państwo, bo sam Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich. Były to igrzyska okrojone, bez osiemdziesięciu dwóch państw, które pod przewodnictwem USA zbojkotowały imprezę, protestując przeciwko dokonanej rok wcześniej radzieckiej inwazji na Afganistan. Polityka, nie po raz pierwszy i ostatni, uderzyła w sport. Polska wysłała w olimpijski bój 320 sportowców, którzy zdobyli 32 medale, plasując naszą ojczyznę na 10. miejscu w klasyfikacji medalwej. Klasyfikację niezapomnianych acz nieprzyzwoitych gestów pokazanych moskiewskiej publiczności, dzięki tyczkarzowi Wdysławowi Kozakiewiczowi, zdecydowanie wygraliśmy.

Dużo można by o tych pamiętnych igrzyskach napisać. Za cholerę jednak nie mogę dociec, dlaczego nazwę moskiewskiej olimpiady przyjął pewien bardzo obiecujący, powstały latem 2006 roku zespół z Filipin. W dodatku grający muzykę w stylu post-punk i shoegaze, co nijak do ideałów olimpizmu ani socjalizmu mi nie pasuje. Gdyby jeszcze jakiś filipiński sportowiec osiągnął tam legendarny, pamiętany przez pokolenia sukces. Tymczasem Filipiny nie uczestniczyły w olimpiadzie. W ogóle pewnie większości członków zespołu (5) albo jeszcze w 1980 nie było na świecie, a jeśli byli, to pewnie, jako dzieci, mało świadomi międzynarodowych wydarzeń. Nieistotne. Dziś na świecie są, nazywają się Moscow Olympics i grają kapitalną muzykę. Wprawdzie sportowcy z ich kraju nie zdobyli w Moskwie żadnego medalu, u mnie, w dyscyplinie "muzyka melodyjna", mają szanse na czołowe lokaty.

Moscow Olympics - Still (2007)


 

niedziela, 21 grudnia 2008
Przedświątecznie z lisami

Zespół Pogodno okazał się być dużo starszy niż myślałem, za to zespół Fleet Foxes jest już na pewno młody i co do tego nie ma wątpliwości. Pierwszy singiel to 2006 rok, a pierwsza płyta ("Fleet Foxes") to rok obecny, 2008. Łączy za to Fleet Foxes z Pogodno umiejscowienie geograficzne ich rodzinnych miast - i Szczecin i Seattle na północnozachodnich krańcach swych krajów leżą. Robin Pecknold i Skyler Skjelset poznali się w szkole średniej. Zauważam, że szkoła średnia to chyba najlepszy czas na poznanie osób o podobnych muzycznych fascynacjach i założenie zespołu. Potem jest już i z jednym i z drugim trudniej. Na samym końcu pozostaje tylko pisanie bloga.

Piosenka "He Doesn't Know Why" pięknie pasuje do klimatu tych przedświątecznych dni. Jest (dla mnie przynajmniej) w jakiś sposób podniosła, a do tego teledysk, zrealizowany wśród kóz, w jakiejś szopie, którą bez obrazoburczej fantazji możemy wyobrazić sobie jako betlejemską. Ponadto, jest w piosence wers "My brother, you were born". No i te harmonijne, anielskie chórki. Ale o kim w takim razie mówi tytuł? O Herodzie, jak nic.

Fleet Foxes - He Doesn't Know Why (2008)

 

 

środa, 17 grudnia 2008
Pogodnie

Zespół "Pogodno" ma już dwanaście lat. A wydawało mi się, że mają ze cztery. Właściwie od zawsze wydawało mi się, że są młodzi, może przez tę wesołą i młodą nazwę. Zaczerpnęli ją od nazwy jednej z dzielnic Szczecina, skąd pochodzi trzon składu zespołu. Brawa za taką nazwę  dla dzielnicy, szkoda, że tak mało dzielnic ma pozytywne nazwy. W moich rodzinnych Kielcach tradycje miłych, pogodnych nazw dzielnie kontynuuje osiedle o nazwie "Słoneczne wzgórze".

Piosenka "Alinka" (znów nie pozytywna nazwa) jest tak krótka, że czystej muzyki, bez dodatków na początku i końcu, ma minutę i trzydzieści dziewięć sekund. To niewiele, nawet jak na moje mocno wyśrubowane standardy (w tradycji beatelsowskiej wszystko co dłuższe niż 2:30 jest już długim, rozbudowanym utworem). Ale ma ta piosenka absolutnie wszystko, co potrzeba. Kapitalny kawałek, z wielkim polotem i muzyczną inteligencją, jaka w twórczości nad Wisłą zdarza się mniej więcej z częstotliwością wyborów prezydenckich. Wpada w ucho niczym kawa do jajecznicy.

 

 
Pogodno - Alinka (2007)
 
 
 
piątek, 14 listopada 2008
Przyjdź soboto

The Pains Of Being Pure At Heart

Są młodzi, ładni i zdolni, więc po im jeszcze jakakolwiek promocja? Mają od tego internet i chyba całkiem przyzwoicie sobie radzą. Zaprosiłem ich do znajomych na MySpace i przez cały weekend z niecierpliwością będę sprawdzał pocztę. Niech tylko spróbują nie zaakceptować zaproszenia - wylecą z Melodyjnie z wielkim hukiem.

Skoro już przy MySpace. Z pewnością niektórzy z Was, serfując po owym serwisie i trafiając czasem na znakomite piosenki, odczuwali nieodpartą chęć zgrania sobie tej piosenki(ek) na dysk twardy. Chciałbym podzielić się z Wami zupełnie bezpłatną i legalną poradą praktyczną, jak to zrobić. Pomoże strona www.file2hd.com. W sposób prosty i z czystym sumieniem - a im więcej mamy lat, tym na sumieniu może nam bardziej zależeć; a może mniej? sam nie wiem - powiększamy zasoby pięknej muzyki na swoim komputerze.

Piosenka "Come Saturday" zespołu The Pains Of Being Pure At Heart wydaje się wyrażać powszechną współczesnym pracującym ludziom tęsknotę za weekendem. Nic z tych rzeczy. Podmiot liryczny po prostu z dziewczyną chciałby się zobaczyć.

 

 
The Pains Of Being Pure At Heart - Come Saturday (2008)
 
 
 
środa, 05 listopada 2008
Zespół z kraju lat dziecinnych Baracka Obamy

Świat dowiedział się dziś, kto zostanie nowym prezydentem Stanów Zjednoczonych. Pomimo dość podupadłej ostatnio pozycji tego kraju, to kwestia ciągle dość dla świata istotna. Istotna też dla muzyki melodyjnej, gdyż, jak widać, wiele zespołów, które pojawiły i jeszcze pojawią się tu, pochodzi właśnie z kraju, który wybrał Baracka Obamę. Co oznacza wybór Obamy dla muzyki melodyjnej w Stanach? Myślę, że powinno być dobrze.

Poczułem się w obowiązku dowiedzieć co nieco o historii życia głowy państwa ze stolicą w Waszyngtonie. Trochę wędrował po świecie, czym - ze względu na podobieństwo - zyskuje moją sympatię. Ciekawe, że od 6. do 10. roku życia mieszkał w Indonezji, w Dżakarcie, tam chodził do szkoły i ponoć nawet do dziś dość dobrze mówi w języku tego egzotycznego, wyspiarskiego kraju. Swoją drogą, podoba mi się dewiza Indonezji, "Bhinneka Tunggal lka" (W różnorodności siła).

Trafiłem kiedyś na zespół muzyczny z Indonezji. Chłopaki (i dziewczyna - w różnorodności siła) grają twee pop i oczywiście zamierzają podbić świat.

 

 
Annmarie - Wonder Boy (2006)
 
 
 
niedziela, 19 października 2008
Proszę państwa, oto miś

Panda Bear

Nie pamiętam, w jaki sposb odkryłem Panda Bear, solowy projekt Noah Lennoxa (jednego z założycieli Annimal Collective). Pan Lennox nazwał swój projekt tak a nie inaczej, gdyż ponoć w młodości lubił ozdabiać płyty swych nagrań rysunkami owego sympatycznego zwierzątka. Tak na dobrą sprawę nie musiałby w ogóle przybierać żadnego pseudonimu, gdyż ma piękne nazwisko, przypominające pewnego Beatelsa (muszę sobie jeszcze tylko przypomnieć, którego).

Sprawdza się nie po raz pierwszy moja hipoteza, że muzycy mający w młodości styczność ze szkołą muzyczną i klasycznym (choćby tylko podstawowym) wykształceniem muzycznym, mają później upodobanie do melodii i harmonii. Dzisiejszy bohater, Noah Lennox, w młodości grał na pianinie i wiolonczeli, a nawet śpiewał w szkolnym chórze. Pamiętam, że gdy chodziłem do szkoły muzycznej, też wolałem chór od głupiego zespołu akordeonowego - ten pierwszy miał bardziej zróżnicowany pod względem płci skład; ten drugi miał niezróważonego prowadzącego. Nie wiem, jakiego dyrygenta miał w swym szkolnym chórze Lennox ani czy były tam dziewczyny. Wystarczy, że doświadczenie to najwyraźniej całkiem sensownie wpłynęło na kształt późniejszych upodobań muzycznych niegdysiejszego chórzysty.

 

 
Panda Bear - Take Pills (2007)
 
 
 
 
1 , 2 , 3